Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisła. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 marca 2013

To i owo, biletowo.

Jako że runda wiosenna w pełni, za oknem słoneczko i ćwierkają ptaszki, piłkarze wyszli pokopać się trochę. Jak wiadomo w niektórych przypadkach za piłkarzami drużyną podróżują także miłośnicy sportu i napojów rozgrzewających. Tak więc to dzięki nim świat dowiaduje się, jak wyglądają bilety we wszystkich rejonach świata. A o to próbka podróżowania za jeden bilet:

Na pierwszy ogień Brunatne Miasto. Bilet tutaj elegancki, wręcz można powiedzieć, że klasyczny, chociaż niewielkich rozmiarów, tak jak i sam klub.

Stolyca - i słynny obiekt przy Konwiktorskiej. Bilety tutaj w stylu "old school". Zaskoczeniem in plus - "Armia Białej Gwiazdy" i "Wisła Sharks" - najbardziej kumate bilety w kraju :)

I wreszcie Białystok - słynny Łowca bramek, witający nas faszystkowskim przyjacielskim gestem. Kompozycja oparta na diagonach, z mocnym akcentem czerwieni. Voila!

Darujcie, o meczach pisać nie będę, poszukajcie sobie relacji :). Może wkrótce coś z niższych lig. Adieu!

czwartek, 20 września 2012

Lepiej mądrze stać...

...niż głupio biegać. Taka idea przyświeca kilkudziesięcioletnim piłkarzom Wisły Kraków Old boys, którzy już drugi raz starają się podbić Puchar Polski. Tym razem była to już runda czwarta, rywalem zaś - Błękitni Modlnica.

sobota, 15 września 2012

Szczecińskie przypadki.


"Nie ważne, ile masz wyjazdów, ważne, ile razy byłeś w Szczecinie..." Długo oczekiwany pierwszy w tym sezonie legalny wylot, to Pogoń, czyli najdalej oddalony sektor gości. Oj warto było :).

sobota, 1 września 2012

środa, 22 sierpnia 2012

Kibiców z Gdowa zna cały powiat.


Do rzadkości należą mecze A klasy ze zorganizowanym dopingiem kibiców. Żeby natrafić na taką perełkę udałem się do pobliskiej miejscowości Gdów...

środa, 30 maja 2012

Jaskółka coraz wyżej.


Dwa mecze, dwa miasta, jedna drużyna! W życiu piękne są tylko chwile, a te ostatnie z pewnością zapamiętam na długo :). Unia Tarnów oficjalnie awansowała do drugiej ligi i po 9 latach wreszcie nie będzie musiała się pałętać po kartofliskach Małopolski. Teraz czekać będą wyjazdy do Lublina, Rzeszowa czy Suwałk. Wspaniały klub z historią i duże miasto zasłużyli z pewnością na ten sukces :). Duże brawa należą się piłkarzom - grali właściwie za darmo (zrzutki na trybunach na premie i tego typu akcje). Jak na prawdziwcyh zawodowców przystało zawodnicy  nie odpuścili i pokazali rywalom, jak należy zdominować ligę. Podkreślmy - duża część zawodników Jaskółek to wychowankowie związani z regionem. Jeszcze raz gratulacje :). Awans także dobrze zrobił ruchowi kibicowskiemu w Tarnowie - o wiele łatwiej będzie teraz zapełnić trybuny, a młyn może wreszcie prezentować się okazale. Przedsmak przyszłego sezonu mogliśmy poczuć na meczu przyjaźni. Ale po kolei...

27.05.2012 r, 18:00, 3 liga małopolsko - świętokrzyska
Limanovia Limanowa - Unia Tarnów 0-0
Widzów: 700
Dojazd: 100 min busem
Pogoda: 20C, słonecznie
Bilet: 5 zł

Bramki: 0
Kibice: 1
Pogoda: 1
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 3,5/5

OPIS:
  • Limanowa to średniej wielkości miasteczko nieopodal Nowego Sącza. Ładne widoki, kameralny rynek, całkiem smaczne piwo. To właśnie tu urodziła się słynna Kowalczykówna.
  • Limanovia - klub o śmiesznych strojach, w tym sezonie namieszał sporo w pucharze, jeden z krezusów finansowych (wspierany przez firmę wędliniarską).
  • Kibice Limanovii - stosunkowo młody młyn (nie wiem czy z rok działają), na mecz z Unią stawili się dosyć licznie. Trzy flagi, bęben, doping przez cały mecz (raczej przeciętny), szaliki z logiem sponsora.
  • Stadion - mały obiekcik z jedną trybuną, dziurawymi siatkami, jest takich wiele w Małopolsce. Biletów brak - w kasie dostałem tylko paragon (skończyły się?). Kobiety za free.
  • Na mieście i na stadionie masa Wiślaków. Szczególnie rzucali się w oczy Wieliczka, Prądnik Czerwony i rzecz jasna Azory ;). Wchodzimy na sektor gospodarzy, kilka razy przełazimy obok młyna (zero reakcji) - wielu kupowało lody tuż przy wejściu ;).
  • Autokar Unii pełny - szybka wysiadka, wjazd bez biletów. Sektor gości nie pomieściłby tylu luda więc niestety brama padła :).
  • Nasz doping całkiem całkiem - w drugiej połowie zaczyna się feta. Trochę petard było, jednak ochrona nastawiona przyjaźnie.
  • Na boisku - gra na 0-0 w tym meczu nikogo nie martwiła. Liczy się awans!
  • Po meczu - wjazd na murawę (przez siatkę - brama jako drabina, albo przez dziurę w siatce). I to mimo apeli spikerów :). Piłkarze Unii świętują razem z nami - widać, że zżyci z kibicami :). Piękne chwile.
  • Całą noc trwała feta - najpierw w Limanowej, potem w Tarnowie. Niestety trzeba było szybko się zbierać do busa.
Zdjęcie podpieprzone z futbol.org.pl
We wtorek mecz przyjaźni, organizowany przez oba kluby z inicjatywy stowarzyszeń. Wiadomo, że w ZKS-ie się nie przelewa, więc taki mecz z pewnością mógłby przyciągnąć sponsorów. Mój pierwszy raz w Jaskółczym Gnieździe (wcześniej tylko hala):

29.05.2012 r, 18:00, Towarzyski
Unia Tarnów - Wisła Kraków 2-2 (1-0)
Widzów: 7000
Dojazd: 2 h samochodem
Pogoda: 20C, słonecznie
Bilet: 10 zł

Bramki: 1
Kibice: 1
Pogoda: 1
Infrastruktura: 1
Emocje: 0
SUMA: 4/5

OPIS:
  • Na trybunach święto. 7 tysięcy ludzi - takie frekwencje tylko czasami na żużlu, na piłce daaaawno nie. Młyn tym razem na odkrytej.
  • Oprawa: najpierw biało-niebieskie flagi, potem serpentyny (Unia specjalizuje się w oprawach a'la Argentyna). Na końcu sektorówki. Niestety piro tylko symbolicznie - ze względu na potencjalnych sponsorów. Dlatego też doping kulturalniejszy niż zwykle :).
  • Wielu w młynie nie znało unijnych przyśpiewek, jednak zabawa i tak była przednia :). Musze przyznać, że Tarnowianki urodą nie ustępują Krakowiankom.
  • Spiker zachęcał do dopingu - byłem w szoku. Momentami cała kryta odpowiadała i to całkiem głośno.
  • Na boisku - nie widziałem żadnej bramki ale wiadomo, że Unia pod koniec się podłożyła :). Remis jest idealnym wynikiem na mecze przyjaźni.
  • Po meczu wymiana koszulek, szalików, potem umacnianie zgody i zabawa (ponoć w pociągu było ciekawie).
  • Relacja groundhoppera Lesława TUTAJ, zdjęcia na futbol.org.pl
Miejmy nadzieję, że sponsorzy zainteresują się losem Unii i gra w 2 lidze nie będzie tylko jednosezonową przygodą. Wróble ćwierkają, że w Azoty ma wejść jakiś Rosjanin, więc kasy nie powinno im brakować. Nie samym żużlem Tarnów żyje. Pozdrowienia dla Jaskółek :).

wtorek, 1 maja 2012

Wisła Pany.


Derby derby i po derbach. Wczoraj miał miejsce historyczny moment.

30.04.2012 r, 18:30, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Cracovia 1-0 (1-0)
Widzów: 23000
Pogoda: 30C, słonecznie
Bilet: karnet


OPIS:
  • Na meczu miała być zaiste gorąca atmosfera i to nie tylko ze względu na pogodę. Dla nie poinformowanych - w przypadku zwycięstwa Białej Gwiazdy pasiaste damy spadłyby do 2 ligi.
  • Przed meczem kilka tygodni różnych akcji - plakaty, filmiki, derbowe spotkania z piłkarzami (także mecz na Rynku), transparenty, nakręcanie się itd itd. Szkoda, że nie udało się dobić do 25 tysięcy widzów, to byłby rekord od dawien dawna na R22.
  • Tuż przed początkiem spotkania uhonorowanie Andrzeja Iwana - legendy naszego klubu i runda honorowa mistrzowskich koszykarek :).
  • Goście "przyjechali" w 1000 osób - bez kobiet i najmłodszych. Wszyscy ubrani w pasiaste koszulki. Wywiesili jedną śmieszną flagę.
  • U nas wielki młyn - przez cały mecz gardło zdzierała cała C i narożniki, włączało się G i czasami cały stadion. Nasz doping jak na taką pogodę był OK, określiłbym go jako specyficzny derbowy. Niektóre hasła chyba nie nadawały się do skandowania, ale cóż zrobić.
  • Oprawa chyba najbardziej estetyczna sektoroówka jaka gościła na nowym młynie. Z naszej strony dużo achtungów, na koronie trybuny race. Podczas drugiej połowy rzucanie petardami w Kaczmarka - bramkarza, po interwencji kapitana Wilka zaprzestane.
  • Po drugiej stronie sąsiedzi trenowali rzut petardami, krzesełkami i czymkolwiek pod ręką, nasi na G też nie pozostawali dłużni. Pleksi okazała się zbyt solidna do sforsowania, koło 20 minuty do akcji wkroczyły białe kaski i spacyfikowały towarzystwo.
  • Doping sąsiadki żaden.
  • Na boisku dominacja Białej Gwiazdy - piękny gol Meliksona i kontrolowanie sytuacji.
  • Po meczu szał radości - zemsta za wszystkie piłkarskie krzywdy ostatnich lat. świętujemy długo z piłkarzami, obchodzą oni cały stadion i jeszcze raz wracają na młyn. Z głośników poleciało "Time to say goodbye", w ruch poszły zapalniczki i razem pożegnaliśmy pasiaków. Zaiste miło :).
ZDJĘCIA za SKWK.pl

Reasumując derby się udały, wynik był, oprawa miodzio, doping niezły. Jeszcze tylko mecz przyjaźni ze Śląskiem w niedzielę i wiślacki sezon uważam za zamknięty.

Podsumowanie kwietnia krakowskich drużyn:
Najlepsza drużyna: Rybitwy. B-klasowa drużyna nie grająca już właściwie o nic (ani spadek ani awans) w kwietniu wygrała wszystkie mecze w tym 14-1 z Albertusem.
Wyróżnienia: Prądniczanka, Branice (4 zwycięstwa)
Najgorsza drużyna: Albertus. 3 mecze 3 porażki, 19 bramek straconych, ostatni mecz oddany walkowerem, ostatnie miejsce w B klasie. Parafialny Klub Sportowy chyli się ku upadkowi i nie wiem, czy zdążę jeszcze zaliczyć ich mecz :(.
Wyróżnienia: Bronowicki, Opatkowianka

 

niedziela, 22 kwietnia 2012

Jazda z motorem!



Lenistwo wiosenne osiąga apogeum. Przez święta nie byłem na żadnym meczu, po świętach też kiepsko. No ale wypada coś napisać:

10.04.2012 r, 20:30, Ćwierćfinał Pucharu Polski
Wisła Kraków - Ruch Chorzów 3-1 (1-0), karne 5-6
Widzów: 6600
Pogoda: 10C, mżaweczka
Bilet: 15 zł

OPIS:
  • Oj wielu niedowiarków w Krakowie. Na trybunach tylko 6600 osób, większość w młynie...
  • Ruch bardzo dobrze ok. 1000 głów. Skłaniam się do teorii, że to właśnie Niebiescy ostatnio najlepiej jeżdżą w Polsce. Ich doping ok.
  • Nasz doping chyba najlepszy w sezonie - przynajmniej ja bawiłem się przednio.
  • Na boisku wreszcie zapieprzanie i ciśnięcie. Trochę pechowo, trochę przez sędziego (nie uznał dwóch naszych bramek, karny dla HKS z kapelusza), trochę przez nieskuteczność nie udało się naszym wygrać. Potem dogrywka i karne - wiadomo, emocje. Szkoda, w przyszłym sezonie jedyny puchar w jakim zagramy to Puchar Polski.
 

14.04.2012 r, 15:45, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Łódzki KS 3-2 (2-0)
Widzów: 15000
Pogoda: 15C, miło
Bilet: karnet


OPIS:
  • Zdążyłem na ostatnie 20 minut meczu. Przez zdarzenia ode mnie niezależne nie mogłem być na zlocie :(.
  • ŁKS przyjechał w przyzwoitej jak na nich liczbie, słaby doping.
  • U nas akcja ultrasów - na D zasiadł młody młyn, który z impetem odpowiadał starym a nawet sam zaczynał przyśpiewki :). Serce rośnie.
  • Na boisku - początkowo relacja live w necie - 3 bramki Genkowa. Gdy wchodziłem na stadion ŁKS strzelał na 3-2. Piłka jest przewrotna, ale utrzymanie już mamy!


18.04.2012 r, 17:00, 2 liga wschodnia, stadion Wawelu
Garbarnia Kraków - Motor Lublin 1-1 (0-0)
Widzów: 300
Pogoda: 20C, pochmurnie
Dojazd: 20 min tramwajem
Bilet: 5 zł

Bramki:0,5
Kibice: 0,5
Pogoda: 1
Infrastruktura: 1
Emocje: 0,5
SUMA: 3,5/5



OPIS:
  • To mój drugi mecz Garbulek w tym sezonie. Tym razem gościłem na obiekcie Wawelu, gdyż Suche Stawy są modernizowane przed Euro. Mam nadzieję, że już wkrótce Młode Lwy zagrają u siebie na Rydlówce.
  • Gospodarze z 15 osobowym, siedzącym młynem i trzema flagami. Specjalizacją tutejszego kibica są znane przyśpiewki w wersji light np. Jazda z Motorem! Garbulki jazda z Motorem! Niestety, zmotoryzowanych kibiców brak (na Wawel mogą wejść tylko turyści).
  • W tabeli wyżej Motor (grający na licencji Spartakusa). Jednak to Garbarnia była faworytem moim skromnym zdaniem.
  • Bilety w ciągu dwóch miesięcy potaniały o złocisza. Brawo!
  • Stadion Wawelu to jeden z moich ulubionych w mieście. Niestety, aparat został w domu i na fotki trzeba będzie poczekać.
  • Na boisku: Garbarnia miała przewagę, jednak była nieskuteczna. W drugiej połowie wreszcie dopięła swego, jednak nie udało jej się podwyższyć (słupki, poprzeczki). Motor grał niemrawo, ich zawodnik dostał drugą żółtą za zbyt wczesne rozpoczęcie gry (sędziego pojebało chyba). O dziwo to oni strzelili przypadkową bramkę po kontrze. Bogini Temida znowu nie zaszczyciła nas swoją obecnością.
  • Nie ma to jak atmosfera na meczach Garbarni. Dym - nie z rac ale z kiełbasek, przerwę umilał nam sławny zespół Brathanki i Grek Zorba, a na zakończenie hymn lat minionych - Ludwinowskie Tango. Średnia wieku na trybunach znacznie przewyższała moje IQ.
Wkrótce relacja z największych derbów tego świata :). To będzie mój 50 mecz w tym sezonie. Aktualnie lecę na mecz koszykarek, pokrzyczeć trochę i pooglądać 50-osobową wycieczkę pewnej znanej firmy obuwniczej. Pozdrawiam!

niedziela, 1 kwietnia 2012

W czasie deszczu dzieci się nudzą...

 ...ale nie kibice! W piątek na R22 przyjechała ekipa, którą wielu uważa za najlepszą w Polsce. Pojedynki Wisły i Legii zawsze budzą wielkie emocje (jednak i tak nie ma porównania z derbami). Do Krakowa zajechała zgrabna grupka 1500 legionistów, a także piłkarze z Maciejem Skorżą w roli trenera.

30.03.2012 r, 20:30, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Legia Warszawa 0-0
Widzów: 24000
Pogoda: 5C,  mżawka
Bilet: karnet

OPIS:
  • W godzinę przed meczem sektor C zapełnił się dosyć szybko. Wiele osób ubrało czerwone koszulki, legioniści także w większości na biało.
  • Tuż przed początkiem wywieszeniem koszulki został uhonorowany starszy z braci Kotlarczyków.
  • Na wejście prezentujemy oprawę - niektóre osoby nie wiedziały, co zrobić z linkami, więc nie wszystko wyglądało idealnie. Przesłanie dosyć klarowne - kibic u bram nieba (nawiązanie do przyśpiewki "Jestem kibicem..."). Odpalone trochę pirotechniki.
  • Po opuszczeniu oprawy zobaczyliśmy dym nad murawą - to znak, że wycieczka ze stolicy tez pobawiła się fajerwerkami. I rzeczywiście, warszawiacy zaprezentowali całkiem ładną oprawę.
  • Oba młyny zorganizowały flagowisko - u nas powiewały dumnie flagi wiślackich osiedli, w tym najmilsza memu sercu flaga z literką A.
  • Co do dopingu nasze "Tak się bawią ludzie" było jak zawsze "megagłośne", ja osobiście dobrze bawiłem się na tym meczu. Niestety, nie wszystkich na C dało się wciągnąć do zabawy - cóż, mecz hitowy w końcu, różni "kibice" się pojawiają. Doping Legii całkiem głośny - trudno powiedzieć, czy byli głośniejsi od Ruchu czy Górnika, ten sam, wysoki poziom.
  • Stołeczni umilali czas tego nudnego meczu odpalając achtungi. Trochę bluzgów też było.
  • Na boisku - kopacze zagrali tragedię, wygwizdanie ich to było mało. Jak można grać w 11 na 9 u siebie i nie oddać ani jednego groźnego strzału? Gra "na przypadek" nie przystoi Wiśle. Teraz tylko jeszcze derby i cały skład wyprzedać.
 Więcej zdjęć TUTAJ.

Nazajutrz, kiedy niezdrowe emocje już opadły, udałem się w ramach relaksu (Grecy nazywają to katharsis) na mecze niższych lig. Plany próbował mi pokrzyżować deszcz, ale co tam, twardym trzeba być. Obczaiłem wspaniałe spotkanie C klasy - Kliny vs. Siemacha, miało się ono odbyć na stadionie w Kobierzynie. Na miejscu oczywiście musiałem zabłądzić, zaczęło porządnie lać i wiać, kierowcy bryzgali na cały świat. Przemoknięty i wkurzony dotarłem w końcu na Spacerową, gdzie jest owa łąka - zastałem piłkarzy kłócących się z W.Sz. Panią sędziną i Równie W.Sz. Panem delgatem. Otóż miłe towarzystwo związkowe nie wyraziło zgody na mecz z powodu złego stanu murawy. Moim zdaniem boisko było ok, piłkarze chcieli grać, więc wypadało tylko zaintonować znaną przyśpiewkę. Rozczarowany udałem się na pobliskie boisko w Sidzinie, gdzie toczył się inny zacięty bój.


31.03.2012 r, 16:00, Krakowska A Klasa grupa II, boisko w Sidzinie
Płomień Kostrze - Grzegórzecki KS 3-1 (1-1)
Widzów: 5 plus trener Płomienia
Pogoda: 5C,  ulewa, zawieja
Dojazd: 15 min z boiska w Kobierzynie
Bilet: brak


Bramki: 0,5
Kibice: 0
Pogoda: 0
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 0
SUMA: 1/5




OPIS:
  • Boisko w Sidzinie to świątynia Płomienia Kostrze. Jest to obiekt z jedną trybunką bez dachu, z siedzeniami z tramwaju. Zaskoczył mnie idealny stan murawy (szacun dla gospodarza).
  • Na trybunach najwierniejsi - mimo, że przestało padać. Jakiś zagorzały fan wyprosił mnie ze swojego krzesełka, a następnie przez cały mecz dyrygował zawodnikami gospodarzy (szacuneczek).
  • Zawodnicy Grzegórzeckiego zajmują ostatnie miejsce z jednym punktem i są najgorszą krakowską drużyną. Jednak to oni przejęli inicjatywę i na początku meczu po składnej akcji tzw. klepki mogli się cieszyć z bramki (szacuneczek).
  • Gospodarze odgryźli się, strzelając po wolnym przypadkową bramkę (szacuneczek).
  • Sędzia nie ogarniał, mimo, że po jednej linii biegała całkiem zgrabna sędzina. Oprócz tego, że nie podyktował karnego dla Grzegórzek, nie dał czerwieni za kopanie bez piłki i kilku innych poważniejszych błędów, sędziował bezbłędnie.
  • Snajper Płomienia nie rozwijał zawrotnej prędkości ale i tak miał trzy setki. Szacunek za chęci!
  • Najciekawszym momentem pierwszej połowy było wyrzucenie na "trybunę" trenera gości. Zadał on całkiem zasadne pytanie: Czy oni mają połamać nogi moim żebyś w końcu wyciągnął kartkę?! (cenzura red.), jednak arbiter nie raczył nawet odpowiedzieć.
  • Całkiem wygadany trener Grzegórzek rzucił w przerwie sentencją: "Ja wiem, że już spadliśmy, chodzi mi tylko o to, żeby sobie pograć". Otóż Panie Trenerze, szacuneczek, trafił Pan w sedno! Szkoda, że większość polskich piłkarzy nie myśli choć trochę podobnie i za nic w świecie nie chce sobie pograć...
  • Niestety, w przerwie kolejne oberwanie chmury, co z pokusą stojącego niedaleko autobusu doprowadziło, że nie obejrzałem drugiej połowy. Mea culpa!
FOTO:

poniedziałek, 26 marca 2012

Lalalalalalala, **** **** ****...

Tytuł to słowa hitowej przyśpiewki z wyjazdu do Chorzowa. Dla dobra czytelników ocenzurowałem ją troszkę - wtajemniczeni i tak wiedzą o co chodzi, a przecież należy szerzyć kulturę a nie wulgarne przyśpiewki na polskich stadionach :). W ciągu tego tygodnia dwa mecze Wisełki i leniwa sobota - miałem tyle ambitnych (także piłkarskich) planów, ale znowu nic z nich nie wyszło...

20.03.2012 r, 18:30, 1/4 Pucharu Polski
Wisła Kraków - Lech Poznań 1-0
Widzów: 15000
Pogoda: 10C
Bilet: karnet
OPIS:
  • Mecz o wiele spokojniejszy niż kilka dni temu, upłynał nam na ćwiczeniu starych-nowych przyśpiewek, hitem była przerobka "Glory glory Alleluja" o ulubionym piłkarzu krawkowskich trybun -  Manuelu Kolumbijskim Palcu A.
  • Goście zakaz za Bydgoszcz.
  • Piłkarze powinni wygrać i z 5-0, ale nikt po meczu nie miął do nich pretensji. Bramka Genkowa palce lizać.
  • Przez cały mecz na obiekcie miła zabawa - nie potrzebujemy gości ani dobrego meczu, żeby prowadzić dobry doping :).

Tutaj świetna przyśpiewka, którą przypomnieliśmy sobie na meczu z Lechem.

25.03.2012 r, 17:00, Ekstraklasa
Ruch Chorzów - Wisła Kraków 1-0 (0-0)
Widzów: 11000 (1000 gości)
Dojazd: 2,5 h pociągiem
Pogoda: 15C, słonecznie
Bilet: 25 zł


Bramki: 0
Kibice: 1
Pogoda: 1
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 3,5/5


OPIS:
  • Bileciki rozeszły się błyskawicznie - w końcu to nasz najbliższy wyjazd. Inna sprawa, że taki skrawek papieru z wypisanym na odwrocie imieniem i nazwiskiem trudno nazwać biletem...
  • Wyjazd rozpoczął się nietypowo - od uczczenia rocznicy przysięgi Tadeusza Kościuszki na Rynku W kilkaset osób przeszliśmy spod naszego stadionu na Rynek Główny, gdzie złożyliśmy kwiaty, odpaliliśmy race, odczytaliśmy tekst przysięgi i odśpiewaliśmy hymn narodowy. Po uroczystościach udaliśmy się na Dworzec Główny.
  • Podróż tam komfortowa. Pociąg klasy 2, miejsca stojące tuż przy wejściu do toalety. O ile początkowo dało się jeszcze poruszać kończynami a nawet zjeść i wypić, o tyle po Trzebini i Jaworznie Szczakowej, czyli po świeżym dopływie Wiślaków swoboda ruchów ograniczona do minimum.
  • Na miejscu - stacja Batory - pusty dworzec. Zdziwieni wychodzimy a tu niespodzianka - kordon i nawet konie. Przemarsz przez miasto spokojny, z niewielką napinką na kilku napakowanych gospodarzy (niestety, nie spuścili z siebie powietrza, mimo naszych próśb) i kilkoma petardami.
  • Stadion Ruchu zrobił na mnie dosyć miłe pierwsze wrażenie - wynika to z faktu, że jestem koneserem starych stadionów. Obiektywnie to trochę przestarzały. Staliśmy koło półtorej godziny w kolejce do wejścia - chodziły tylko dwa kołowrotki. Jednemu ziomkowi zrobiło się słabo - słoneczko prażyło. Na szczęście byłem stosunkowo blisko wejścia i już wkrótce, po rewizji, wrzuceniu do depozytu wyrzuceniu picia i sweet foci z dowodem przy twarzy mogłem wejść na obiekt.
  • Catering na Ruchu działał - pepsi w plastikowych kubeczkach trochę za mała, kiełbaski z ogórkiem nie próbowałem, miałem własną wałówkę :).
  • Nasz sektor to własciwie dwie oddzielone części, kosmicznie daleko od murawy. Wywieszamy około dwadzieścia flag.
  • Sektor Ruchu słabiej oflagowany - Oberchlezen (chyba tak to się pisze), mała Psycho Fans, Szarańcza i zabawna flaga Zawiercia, wyglądająca jak baner.
  • Już od początku meczu trafiamy na problemy logistyczne - prowadzący z megfonem mógł być tylko na jednym sektorze, bo płot był zbyt wysoki, żeby się na niego wspinać. Gospodarze nie użyczyli niestety wysięgnika - zajęty był przez kamerzystę, więc w pierwszej połowie prowadzimy doping tylko połową sektora. Druga część meczu i większość naszych przechodzi na nasz sektor, jednak po straconej bramce kocioł totalnie pada. Oceniam nasz doping na baaardzo średni, a właściwie słaby...
  • Zaskoczyło mnie to, że Ruch ma jakby dwa równorzędne młyny. Pierwszy, oflagowany - po lewej stronie od nas, drugi koło krytej na tzw. Dziesiątce. Może to jednak tylko moje wrażenie, jednak na doping młyna drugi sektor odpowiadał tak samo głośno. Po strzelonej bramce i w końcówce spotkania bawił się cały stadion. W drugiej połowie NIebiescy prezentują flagowisko. Z naszej jak i z ich strony napinka. Doping Ruchu oceniam jako całkiem niezły.
  • Co do piłkarzy - niewiele widać z sektora gości. Najpierw atakowali Niebiescy, potem była przerwa, potem dostaliśmy czerwień (chyba Bunoza) i bramkę z karnego - nie wiem, czy zasłużoną. Potem kolejne ataki Ruchu, Wisła próbuje się odgryzać ale beznadziejnie to wyglądało. Powrócił Małecki, ale nie zbawił naszej gry. Końcówka to czerwona kartka Diaza. Po meczu bluzgamy na naszych zawodników i intonujemy "Wy jesteście gwiazdorami, przegrywacie z frajerami". Jedynym zawodnikiem, który otrzymał od nas brawa był Marek Zieńczuk - szkoda, że  jest już po drugiej stronie barykady.
  • Co do obiektu od środka - trybuna zadaszona całkiem ładna, obiekt otwarty, a więc siła dopingu trochę ucieka. Zaskoczyło mnie zmechanizowanie całego stadionu - wszędzie jakieś furgonetki, wózki itp. Zegar z tyłu naszego sektora też miły - o wiele lepszy niż "zegar" na telebimach u nas. Spiker trochę nie ogarniał - dowiedzieliśmy się, że mecze u siebie rozgrywamy na obiekcie im. Reymonta, a do Chorzowa nie mógł przyjechać Kew Juliens...
  • W przerwie ciekawy konkurs - strzały do pustej bramki z połowy - nagrodą wiaderko węgla (hahaha , taki krakowski suchar). 
  • Po meczu ponad godzinę czekamy na decyzję policji o wypuszczeniu nas. Czas umilamy sobie pogawędkami z tutejszymi (pewna niemiła pani doczekała się nawet przyspiewski na swój temat :)). Pozdrawiam z tego miejsca parę ochroniarzy, którym intonowaliśmy pieśni weselne, niestety do niczego nie doszło, widocznie panowie wstydzili się tak licznych ludzi. W końcu o 20 słynna grupa specjalna Skorpion otworzyła bramy i koło 21 mogliśmy zameldować się w powrotnym pociągu. Miasto zostało dobrze oblepione.
  • Powrót minął też całkiem miło, mimo porażki większość korzystała ile wlezie z przyjemnego, choć krótkiego wyjazdu.W domu melduję się o 23:30. W tym sezonie żegnamy się z marzeniami o podium, jedyną naszą szansą jest puchar, w którym znowu czeka Ruch. Był to nasz ostatni duży wyjazd tej rundy - zameldowaliśmy się w komplecie ponad tysiąca kibiców.
 Foto z GŁÓWNEJ

sobota, 17 marca 2012

Zawsze może być gorzej.

Nadrabiamy zaległości. W ostatnim czasie byłem na dwóch meczach Wisełki i zaliczyłem oficjalne otwarcie rundy w Wieliczce.

26.02.2012 r, 17:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Korona Kielce 0-1 (0-0)
Widzów: 13500
Pogoda: 1C
Bilet: karnet

O tym meczu właściwie ciężko mi coś ciekawego napisać. Korona nie stawiła się - nie było to niespodzianką, po słynnym incydencie boją się przyjeżdżać na nasz stadion. Wiślacki doping przeciętny. Korona jest kolejnym zespołem, który zdobył "twierdzę" przy R22 - dokonał tego przy pomocy zadziorności i walki. Wiślacy byli bezradni, a wynik przypieczętował zwolnienie Kazia Moskala. Po tym meczu spadliśmy w tabeli nawet za Podbeskidzie, na siódme miejsce - tak źle nie było od roku 2007...

9.03.2012 r, 20:30, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Lech Poznań 0-0
Widzów: 21000
Pogoda: -3C
Bilet: karnet

Duży potencjał, uznana marka, słabe wyniki - ten opis pasuje w tym sezonie do obydwu drużyn. Klasyczny mecz na przełamanie? Nic z tego, pierwszy raz w tym sezonie byłem świadkiem bezbramkowego remisu. Spotkanie psuł nieustająco sędzie - jednak trudno powiedzieć, by kopacze wznieśli się na wyżyny. Na trybunach mecz ciekawy - przyjechała spora delegacja z Wielkopolski, silnie wspierała ją brzydsza strona Błoń. Na G było niespokojnie - kilku gościom udało się dostać na nasz sektor, jednak wejście policji zakończyło sprawę. Doping kibiców zespołu sponsorowanego przez Amicę nie powalał - w moim rankingu w tym sezonie plasują się za Górnikiem, Ruchem i Apoelem. Trochę rozczarowująca postawa Kuchenkorza wpłynęła - szczególnie pod koniec meczu - trochę dekoncentrująco na nasz doping. Jednak "Tak się bawią ludzie" było tego dnia epickie :). Przed meczem i w 57 minucie uczczono pamięć Włodzimierza Smolarka - którą ponoć Koziołki olali - nie wiem, nie słyszałem, taka była burza oklasków :). Przed meczem uhonorowano także śp. Władysława Kawulę - najlepszego obrońcę w dziejach klubu. Rozegrał on ponad 300 meczów z Białą Gwiazdą na piersi, za co należy mu się pamięć i szacunek. Przed meczem prezentujemy oprawę, która nie weszła na superpucharze 2010 - tym razem też nie obyło się bez problemów, jednak wspólnym mozołem udało się ją wnieść i zaprezentować. Na trybunach w tym dniu królowały pieśni "Bo we Wronkach takie obyczaje są" i "Posłuchajcie prawdę tą". Po meczu KKS raczej stracił szanse na awans do pucharów przez ligę - Wisła tę szansę jeszcze ma.

Więcej zdjęć TUTAJ

17.03.2012 r, 15:00, 3 liga małopolsko - świętokrzyska
Górnik Wieliczka - Unia Tarnów 0-1 (0-0)
Widzów: 300
Pogoda: 20C
Dojazd: 1h autobusami
Bilet: 7zł

Bramki: 0
Kibice: 1
Pogoda: 1
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 3,5/5

Jak wiadomo, kibiców Unii i Wisły łączy przyjaźń. Dlatego też niewątpliwie nalezało się stawić w Wieliczce - leżącej tuż przy granicach Krakowa - żeby wesprzeć zgodę. Ciężka sytuacja Unii czyli brak strategicznego sponsora sprawia, że raczej nikt w Tarnowie nie wierzy w awans tym bardziej, że wyprzedano sporą część kadry. Sytuacja w Górniku Wieliczka jest jednak jeszcze gorsza - od kiedy z klubu wycofała się kopalnia bieda stała się smutną rzeczywistością górniczego klubu. A pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu mierzono w awans do 2 (prawdziwej) ligi - dziś jest raczej pewny spadek do ligi 4 (5).
W ten jakże piękny sobotni dzionek wyruszyłem w eskapadę przez cały Kraków. Jak słusznie zauważył kierowca 304 - ludzie wylegli na ulice, zrzucając z siebie wierzchnie okrycie (poezja). Dało sie to też zauważyć w MPK-u - na szczęście przycupnąłem gdzieś w kącie i przeżyłem niestaranowany.
Jak wiadomo Wieliczka to piękne miasto. Jest trzecim najczęściej odwiedzanym małopolskim grodem, a słynie z soli. Znana legenda o księżnej Kindze i jej wianie to niewątpliwie interesująca historia, jednak nie będe jej tu przytaczał :). O wiele bardziej interesował mnie mecz, który był wyjątkowy dla mnie także z tego względu, że mieszkałem przez kilka lat własnie w Wieliczce, dwa kroki od stadionu Górnika i od kopalni (w której de facto nie byłem).
Na wstępie zaskoczyła mnie wysoka cena - 7 zł za bilet ulgowy spotyka się nawet na niektórych stadionach ekstraklasy. Trudno się więc dziwić, że stadion Górnika świecił pustkami. Miejski wielicki jest to obiekt o jednej, dużej trybunie, w większej części zadaszonej, z czarnożółtozielonobiałoczerwonymi krzesełkami. Nie  skorzystałem jednak z usług tego jakże przytulnego siedziska. Tuż przed pierwszym gwizdkiem udałem się  bowiem razem z innymi Wiślakami w stronę sektora gości. Aby dostać się do klatki należało obejść obiekt przez park Kingi i wejść jakimś bardzo ciasnym przejściem. Na szczęście nie musiałem drugi raz kupować bileciku, chociaż bez drugiej kontroli się nie obyło. W momencie mojego drugiego wejścia na stadion padła jedyna bramka meczu - nie każcie mi jej opisywać, niewiele widziałem :). Klatka w Wieliczce była całkiem przytulna - brak krzesełek, dookoła przerdzewiały płot, z tyłu ogrodzenie obozowe - sektor jakich wiele w Polsce. Wywiesliśmy płótno "Jaskółki", także "Wisła Kłaj" i jeszcze jedno, nie widziałem dokładnie, które. Razem były nas z 2 setki na moje oko, całkiem sporo Wiślaków  przyjechało wspierać zgodę :). Doping był prowadzony dosyć często. Kibiców Górnika koło setki - przyszli pewnie z chęci poobserwowania zadymy, jednak nikt z drugiej strony barykady się nie stawił. Mecz przebiegał dosyć spokojnie - Jaskółki kontrolowały sytuację, Górnik otrzymał czerwień - dopóki sędzia spotkania nie wpadł na genialny pomysł usunięcia golkipera Unii za dyskusje. Jako że na ławce nie było nikogo, mogącego zastąpić bramkarza, między słupkami stanął jeden z obrońców. Unii na szczęście udało się dowieść wynik do końca - za co piłkarze po meczu zebrali zasłużony aplauz. Z ciekawostek - KS Górnik wystawił na mecz tylko dwie piłki i kopanie w trybuny w końcówce stało się zasadne :). Unia, mimo ciężkiej sytaacji kadrowej dalej liczy się w walce o awans. Gorzej jest u Wieliczan - brak jakichkolwiek środków finansowych skazuje ten klub na szarą egzystencję w niższych ligach. Zdjęć z tego spotkania brak - mój aparat potrzebuje wsparcia...

I jako premia - najbrzydszy bilet mojej kolekcji - z wypadu do Pragi na koszykarki. Stolica Czech bardzo przypadła mi dom gustu (z obiektów piłkarskich widziałem tylko legandarny Dolicek), natomiast koszykarki nie sprawiły zawodu i weszły do najlepszej ósemki Europy. Panowie kopacze - brać przykład!

piątek, 17 lutego 2012

4xNIE!

Rok 2012 oficjalnie pełnoprawnie piłkarsko zainaugurowany. Dwa mecze na R22 o niebagatelną stawkę. Pierwszy, o superprestiżowe trofeum im. Joanny Muchy zgromadził pod stadionem kilkusetosobową grupkę tzw. kiboli. Po raz kolejny okazało się, że polscy kibice są najlepsi - nie potrzebują nawet wpuszczenia na stadion i oglądania meczu, żeby wspierać swoją ukochaną drużynę żywiołowym dopingiem - niech Europa się uczy ;). Niestety, moja skromna osoba w wyniku zdarzeń niezależnych ode mnie nie mogła stawić się na pierwszej połowie tego pasjonującego widowiska, a więc nie widziała uczestniczyła w wielkiej bitwie na śnieżki, śnieżnym meczu w ramach najnowszej akcji SKWK "Wszyscy kochamy rugby" oraz w racowaniu. Druga połowa była o wiele mniej ciekawa - ku zaskoczeniu wszystkich trener Moskal pozwolił wpuścić fanów nie patrząc na ogromne ryzyko możliwości wypłynięcia na światło dzienne niezwykle cennych założeń taktycznych :). Z trybun już widzieliśmy więc bramkę dla naszych i dla przyjezdnych (chyba to Sandecja była). Na trybunie panowała zaiste gorąca atmosfera - wszyscy cieszyli oczy doskonale zieloną murawą.
zdjęcia niestety znowu z SKWK, więcej TUTAJ
11.02.2012 r, 15:00, Superpuchar Towarzyski
Wisła Kraków - Sandecja Nowy Sącz 3-1 (2-0)
Widzów: 800
Pogoda: -15C
Bilet: brak

Drugi mecz, chociaż jego zwycięzca nie zgarniał okazałego pucharu jak w meczu powszednim, zgromadził na trybunach całkiem sporo kibiców. Fani niedogrzanych kiełbasek, kosmitów na młynie, fruwających: rac, keczupów i wody w stanie stałym oraz miłośnicy akcji "UEFA się dopierdala" mogli być usatysfakcjonowani. Jako że był to mój pierwszy mecz od dawien dawna z kiełbaską w ręku (przyjazd kuzyna), z zaciekawieniem śledziłem akcje (nie tylko boiskowe) i starałem się między kolejnymi kęsami wydać dźwięki podobne do dopingu. Mecz zaczął się od niemiłego akcentu - komuś nie spodobał się podpis oprawy (cytuję: "Nie trzeba być faszystą by dbać o Ziemię Ojczystą"). Mili panowie w kominiarkach ściągnęli więc ten ohydny napis mogący obrazić naszych przyjaciół z Belgii. Niestety, przyjezdni zostali niemile zaskoczeni całkiem składną oprawą (motyw 4xNIE) i nie mogli się pogodzić, że kibice w Polsce nie podzielają ich czerwonych i tęczowych poglądów. Zrozpaczeni rozpoczęli zabawę "rzuć czymkolwiek w kolegę", a nasi chłopcy nie pozostali dłużni (szkoda że byłem na G2 a nie na G3). Z akcentów pozasportowych warto odnotować jeszcze treningi śnieżkowe - łysy bramkarz Belgów prawie ustrzelony, a także debiut kilku nowych flag - Prądnika Białego i Czerwonego i innych. Na trybunach pojawiły się także transparenty wsparcia dla Unii Tarnów i Serbów z Kosowa. Na boisku Wisła dominowała i gdyby nie głupota Nuneza i w konsekwencji czerwień dla Czekaja i gol z karnego dla gości mecz potoczyłby się po naszej myśli. Na szczęście z okazji Tłustego Czwartku Gieniek postanowił poświętować w oryginalny sposób i strzałem brzuchem umieścił piłkę w siatce (dobrze, że zjadł te pączki przed meczem bo gdyby brzuch był mniejszy...). Radości nie było końca i teraz pozostaje nam liczyć na korzystny wynik w Belgii (niestety, nie jadę i tym razem).
Tego pana nie lubimy w Krakowie, zdjęcia pożyczone STĄD.

16.02.2012 r, 21:05, 1/16 Ligi Europy
Wisła Kraków - Standard Liege 1-1 (0-1)
Widzów: 21000
Pogoda: -10C, śnieg
Bilet: 25 zł

Już wkrótce być może typowe turystyczne relacje już z moimi fotosami, na razie polecam tylko relację tego meczu w oczach bezstronnego obserwatora: link

piątek, 10 lutego 2012

A jednak trochę żal...


Jutro sobota - 10 luty 2012 roku. To miała być wyjątkowa data. Od ponad dwóch miesięcy 9 tysięcy kibiców z Krakowa i zaprzyjaźnionych miast czekało na ten jeden dzień. Miało być wielkie piłkarskie święto, największy wyjazd w historii naszego Klubu, dwie najlepsze kibicowsku ekipy miały skrzyżować rękawice w pojedynku o prymat, dopingując swoich piłkarzy w meczu o pietruszkę. Godziny przygotowań, filmiki, newsy w panoramie, plakaty, odmawianie sobie chleba, czas stracony na zapisy, zamawianie składów, rezerwowanie urlopów, niejedna kłótnia rodzinna, przygotowanie kalesonów na siarczysty mróz itd itd... Wszystko na nic, żadne polskie miasto nie jest w stanie przyjąć takiego najazdu barbarzyńców, policja nie jest przygotowana boi się, stadion za dwa miliardy nie jest gotowy do rozgrywania na nim meczów, parkingi nie gotowe i jeszcze ktoś złośliwy musiał wybrać akurat te dwie drużyny do tego bezsensownego meczu.
Zgoda, kogo interesuje tak nędzne trofeum jak superpuchar. Komu chce się siedzieć na kilkunastostopniowym mrozie po kilkugodzinnej jeździe (co prawda przyjemnej, ale jednak meczącej). Po co na naszym wybudowanym za nasze pieniądze stadionie piłkarskim mają grać piłkarze? Czemu, o zgrozo, na trybunach maja zasiąść Polacy, nieposiadający karty kibica? Zgoda, niech nic nie będzie.
Jutro i tak będziemy mieli swój superpuchar - zbierzemy się na placu przed naszym drugim domem, bo na trybuny nas nie wpuszczą. Będziemy się dobrze bawić, śpiewać i drzeć ryja, popijać i cementować więzi przyjaźni. Niektórzy z nas i tak pojawią się w stolicy - aby wspólnie z Legionistami protestować przeciwko niszczeniu naszej pasji. 
Jutro i tak przeczytamy o zamieszkach, mordobiciu, złych kibolach demolujących miasto. Mogą nas obsmarować, rzucać w nas błotem, ale nigdy nie nie zabiją w nas tego co się liczy naprawdę.
Trochę w cieniu tych wydarzeń rozgrywa się inna farsa. Nasi przyjaciele z Tarnowa - Jaskółki walczą o byt. Niewątpliwie jest to bardzo smutne, że ani miasto, ani największa spółka Tarnowa Grabarze piłki Azoty nie chcą ochronić przed upadkiem najbardziej zasłużonej sekcji największego tarnowskiego klubu. Mam nadzieję, że wszystko skończy się jednak happy - endem i że wkrótce będzie nam dane słyszeć słynna "Zetkę" na meczu wyższej niż trzeciej ligi.
---
No dobra, pomarudziłem trochę, ale przecież styczeń był kibicowsko całkiem udany :). Wiele meczów na hali (w tym jeden oprotestowany z powodu kilku nieproszonych gości na trybunach), jeden udany wyjazd do Tarnowa na mecz Lumaro - Wisła (hasło wyjazdu to "liść dębu"). W czwartek niewątpliwie najważniejszy mecz Wisły od dawien dawna - starcie ze Standardem. A potem jakoś to poleci - nowe łąki, nowe mecze, nowe wpisy, nowe doświadczenia maturalne :).
Aha, jeszcze gorzki deser: tak miały wyglądać bileciki.
Zdjęcie 1 z http://www.nawalony.com/, zdjęcie 2 z skwk.pl

sobota, 17 grudnia 2011

Martwy sezon?

Oj, sporo się działo na przełomie listopada i grudnia na wiślackich arenach. Nie zaliczyłem wprawdzie żadnego meczu niższych lig, ale narzekać nie mogę. Byłem świadkiem wielu naprawdę wspaniałych wydarzeń :).

Gorący okres rozpoczął się w piątek, 25 listopada, spotkaniem na hali, gdzie futsalowcy rozprawili się po ciężkim boju z zespołem GKS-u Tychy. Jako że Tyszanie to sztama naszej sąsiadki, na trybunach zjawiło się wiele osób, przybywających na halę "od święta" i nasz doping był całkiem dobry. Zanotujmy też kilka spontanicznych rac na końcu meczu. Gości nie zauważono.
Nazajutrz każdy szanujący się Wiślak ponownie ruszył na halę, gdzie odbył się mecz koszykarek Wisła - ROW Rybnik. Nasze panie jak zawsze nie zawiodły. Była to jednak tylko przystawka do dalszych spotkań, na trybunach zameldowało się  mało ludzi (chociaż zabawa i tak była przednia), nie napawało to jednak optymizmem przed najważniejszym meczem rundy, o którym za chwilę.


Pierwszą oprawę w grudniu zaprezentowaliśmy na meczu futsalowców Wisła - Akademia Pniewy. Jako że było to starcie mistrza i vicemistrza poprzedniego sezonu, zapowiadały się wielkie emocje. I rzeczywiście, kibice obejrzeli wspaniały mecz i wielką kanonadę Wiślaków. Mistrz został upokorzony aż 5-0 (w tym dwie bramki strzelone z własnej połowy), a na trybunach panowało istne szaleństwo. Zaprezentowana oprawa może nie była zbytnio wyszukana ani efektowna, lecz z całą pewnością była pierwsza w krótkiej historii sekcji. Wielki szacuneczek dla wiślackich piłkarzy halowych, którzy po pierwszej rundzie prowadzą w lidze bez żadnej porażki! Zdjęcia na oficjalnej stronie futsalowców

Następny w kolejce był już mecz piłkarski:

4.12.2011 r, 17:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Widzew Łódź 1-0 (0-0)
Widzów: 14830
Pogoda: 5C
Bilet: karnet
OPIS:
  • Mecz ten zapamiętam przede wszystkim ze względu na mikołajkową inicjatywę SKWK (Stowarzyszenia Kibiców). Otóż tuż przed nadchodzącym dniem św. Mikołaja przeprowadzono akcję oddania wszystkich miejsc w sercu młyna dzieciakom z krakowskich szkół. Każdy Wiślak początkowo wiedział tylko, że odbędzie się jakaś niespodzianka i że nikt nie wchodzi w tym meczu na sektor C3. Byłem osobiście bardzo zdziwiony, widząc nasz młyn w odmłodzonym wydaniu. Akcja powiodła się  - myślę, że wiele dzieciaków "zajawiło" się na Wisłę i bawiło się naprawdę dobrze. Młodzi kibice mogli zobaczyć, że stadionowa rzeczywistość różni się znacząco od propagandy niektórych mediów. Muszę przyznać, że młodzież dawała z siebie wszystko i była naprawdę głośna :). Ultrasi przygotowali oprawę - Białą Gwiazdę, złożoną z chorągiewek uzupełnionych czerwonymi i niebieskimi balonikami. Podsumowując: akcja pod kryptonimem "Kto kocha ten wierzy. Siła w młodzieży" zakończyła się pełnym sukcesem. Coś niesamowitego :).
  • W cieniu wydarzeń na trybunach (po raz to już który na R22...) były wydarzenia boiskowe. Trudno mi napisać, ze Wiślacy rozegrali jakieś kapitalne spotkanie - liczy się zwycięstwo po bramce Cwetana Genkowa.
  • Przed meczem uhonorowano kolejnego zasłużonego Wiślaka - tym razem był to Kazimierz Kmiecik. Najskuteczniejszy w historii strzelec Wisły, czterokrotny król strzelców, mistrz Polski, złoty i srebrny medalista IO, brązowy medalista MŚ to z pewnością wielka postać. Warto wspomnieć, że Pan Kazimierz rozpoczynał karierę w Cracovii, jednak po zakończeniu kariery przyznał, że jest Wiślakiem. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że Kazimierz Kmiecik to żywa legenda i prawdziwy symbol Wisły. Wielkie brawa dla niego!
  • Sektor gości w tym spotkaniu pusty (zakaz dla Widzewa za piro na Łazienkowskiej), ozdobiony tylko transparentem WSZYSCY NA SPARTAK (o czym za chwilę). Odnotujmy także małą ilość przekleństw na trybunach :).
ZDJĘCIA (za wisla.krakow.pl):


Środa, 7 listopada stała pod znakiem wielkich koszykarskich emocji. Do najgorętszej hali w Europie :) przyjeżdżał prawdziwy dream team, vicemistrz Europy, moskiewski Spartak. Wiślaczki, marząc o pierwszym miejscu w grupie musiały ten mecz wygrać i nie zawiodły - rozprawiły się z bardziej utytułowanymi rywalkami 81-60 i sensacja stała się faktem! Na trybunach panowała wyśmienita atmosfera - godzinę przed meczem hala była pełna, a oficjalna widownia - 1700 widzów - przekroczyła pojemność hali. I jak tu nie kochać kobiecej koszykówki? Zdjęcia pożyczyłem z wislakrakow.com


Już dwa dni póżniej przybyłem na jedyny w tej rundzie piątkowy mecz na R22.

9.12.2011 r, 20:30, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Polonia Warszawa 0-1 (0-0)
Widzów: 13020
Pogoda: 0C
Bilet: karnet
OPIS:
  • Ten mecz wyjątkowo zapamiętam ze względu na boiskowe wydarzenia. Mimo ambitnej walki, nasi zawodnicy nie dali rady defensywnie usposobionej Polonii i fatalnemu sędziemu. Myślę, że nikt jednak nie miał o to do nich pretensji, bo naprawdę dali z siebie maksimum.
  • Sektor gości znowu pusty - jedna z najsłabszych wyjazdowych ekip naszej ligi postanowiła wspierać swoją zgodę w meczu na Legii.
  • Doping na trybunach całkiem dobry - szczególnie udany debiut przyśpiewki znanej już z hali - "Jak się bawią ludzie".
  • Kolejny uhonorowany zawodnik w galerii sław to Adam Musiał - jeden z najlepszych wiślackich obrońców w historii, grał z Białą Gwiazdą na piersi 11 lat.

Następny dzień to zamknięcie halowego sezonu meczem koszykarek z Widzewem. Nasz młyn liczebnie nędzny, ale doping głośny :). Zawodniczki miały wyjątkowo dobry dzień i ogrywały rywalki jak juniorki. Szkoda tylko, że nie padła magiczna "setka".

Nareszcie ostatnie, świeżutkie wydarzenie:

14.12.2011 r, 21:05, Liga Europy
Wisła Kraków - Twente Enschede 2-1 (1-1)
Widzów: 15210
Pogoda: 0C
Bilet: 15 zł
OPIS:
  • Przed meczem niewielu wierzyło w cud. Aby wyjść z grupy K LE Wisła musiała wygrać z vicemistrzami Holandii, a w równoległym spotkaniu Fulham nie mogło zwyciężyć z duńskim Odense. Przyznam się, że ja także nie wierzyłem w awans, lecz na mecz oczywiście się udałem :).
  • Klub starał się jak mógł zachęcić fanów do kupna wejściówek - najtańsze bilety za 15 zł nie pomogły jednak zapełnić jakoś specjalnie wielu miejsc. Ci, których nie było niech żałują :).
  • Na sektorze zameldowałem się dosyć późno - nawet na bocznym sektorze nie było już zbyt wielu miejsc.
  • Mecz rozpoczął się od oprawy. Najpierw wjechała sektorówka z postaciami kibiców, podświetlana stroboskopami i podpisana hasłem "Nie ma że boli. Sektor kiboli." Na znak gniazdowego oprawa zjechała na chwilę, by ustąpić miejsca chaosowi - wielkiej ilości flag i wszelakiej pirotechniki. Myślę, że efekt był naprawdę wspaniały, wręcz jestem dumny z oprawy, która współtworzyłem, machając flagą :). Po wypaleniu się rac sektorówka jeszcze raz wjechała i zaśpiewaliśmy znaną już przyśpiewkę o ludziach i ich zabawie :).
  • Oczywiście nie widziałem pierwszej bramki, którą mocnym strzałem zdobył Garguła. Bramkarz gości nie popisał się - trudno się dziwić, że mój rówieśnik w pierwszym tak poważnym meczu i przed tak poważną :) publicznością nie wytrzymał presji. Na sektorze zapanował szał, a niektórzy kibice z radością spoglądali na swoje komórki, gdzie w starciu Fulham - Odense widniał dający awans bezbramkowy remis.
  • Wszystko układało się dobrze, ale oczywiście musiało się sparpać. Holendrzy wyrównali po golu przewrotką (moim zdaniem był spalony, ale powtórki wykazały, że Bunoza nie jest obdarzony specjalnym refleksem). Dodatkowo dwie bramki Fulham sprawiły, że przerwę spędziliśmy w minorowych raczej nastrojach.
  • Druga połowa to juz klasyczny amerykański thriller z happy-endem. Zaczęło się od trzęsienia ziemi - dalekie podanie Pareiki wykorzystał Genkow i na trybunach zapanowała euforia. Potem napięcie rosło - wszyscy z niepokojem śledzili losy równoległego mezu w Anglii. Na bramkę duńczyków trybuny zareagowały rykiem radości. Gdy na zegarze wybiła 80 minuta cała nasza trybuna zaczeła się cieszyć - w Anglii zrobiło się 2-2! Jednak okazało się, że to tylko plotka - tym większe rozczarowanie odczuwaliśmy tuż po końcowym gwizdku. Gdy wydawało się, że nie ma nadziei, nagle, trybuna po trybunie, zaczał skakać z radości. Niewiarygodna informacja o zdobytej w ostatnich sekundach bramce Odense lotem błyskawicy dotarła do piłkarzy i na całym stadionie zapanowała euforia, To było coś pięknego! Gdy w awans nie wierzył już nikt, sen okazał się jawą i niemożliwe stało sie faktem! Chóralnych śpiewów triumfu, okrzyków, skoków nie było końca. Z pewnością ten mecz zapamiętam jako jeden z najpiękniejszych momentów mojej wiślackiej drogi. WSPANIAŁE!
ZDJĘCIA (oczywiście podziękowania dla zaprzyjaźnionych portali 1 i 2):


Tutaj wypada zakończyć relację z tego wspaniałego okresu, jakim był dla mnie przełom listopada i grudnia 2011. Mimo, że z grounhoppingiem nie ma to zbyt wiele wspólnego, chyba wybaczycie mi tą przydługawą relację :). Już wkrótce wrzucę podsumowanie ligowego zestawienia drużyn krakowskich, po czym zapadnę w świąteczno-noworoczny marazm. A potem już z górki i kolejna runda przed nami :).