Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekstraklasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekstraklasa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 września 2012

Szczecińskie przypadki.


"Nie ważne, ile masz wyjazdów, ważne, ile razy byłeś w Szczecinie..." Długo oczekiwany pierwszy w tym sezonie legalny wylot, to Pogoń, czyli najdalej oddalony sektor gości. Oj warto było :).

sobota, 1 września 2012

środa, 22 sierpnia 2012

Kibiców z Gdowa zna cały powiat.


Do rzadkości należą mecze A klasy ze zorganizowanym dopingiem kibiców. Żeby natrafić na taką perełkę udałem się do pobliskiej miejscowości Gdów...

wtorek, 1 maja 2012

Wisła Pany.


Derby derby i po derbach. Wczoraj miał miejsce historyczny moment.

30.04.2012 r, 18:30, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Cracovia 1-0 (1-0)
Widzów: 23000
Pogoda: 30C, słonecznie
Bilet: karnet


OPIS:
  • Na meczu miała być zaiste gorąca atmosfera i to nie tylko ze względu na pogodę. Dla nie poinformowanych - w przypadku zwycięstwa Białej Gwiazdy pasiaste damy spadłyby do 2 ligi.
  • Przed meczem kilka tygodni różnych akcji - plakaty, filmiki, derbowe spotkania z piłkarzami (także mecz na Rynku), transparenty, nakręcanie się itd itd. Szkoda, że nie udało się dobić do 25 tysięcy widzów, to byłby rekord od dawien dawna na R22.
  • Tuż przed początkiem spotkania uhonorowanie Andrzeja Iwana - legendy naszego klubu i runda honorowa mistrzowskich koszykarek :).
  • Goście "przyjechali" w 1000 osób - bez kobiet i najmłodszych. Wszyscy ubrani w pasiaste koszulki. Wywiesili jedną śmieszną flagę.
  • U nas wielki młyn - przez cały mecz gardło zdzierała cała C i narożniki, włączało się G i czasami cały stadion. Nasz doping jak na taką pogodę był OK, określiłbym go jako specyficzny derbowy. Niektóre hasła chyba nie nadawały się do skandowania, ale cóż zrobić.
  • Oprawa chyba najbardziej estetyczna sektoroówka jaka gościła na nowym młynie. Z naszej strony dużo achtungów, na koronie trybuny race. Podczas drugiej połowy rzucanie petardami w Kaczmarka - bramkarza, po interwencji kapitana Wilka zaprzestane.
  • Po drugiej stronie sąsiedzi trenowali rzut petardami, krzesełkami i czymkolwiek pod ręką, nasi na G też nie pozostawali dłużni. Pleksi okazała się zbyt solidna do sforsowania, koło 20 minuty do akcji wkroczyły białe kaski i spacyfikowały towarzystwo.
  • Doping sąsiadki żaden.
  • Na boisku dominacja Białej Gwiazdy - piękny gol Meliksona i kontrolowanie sytuacji.
  • Po meczu szał radości - zemsta za wszystkie piłkarskie krzywdy ostatnich lat. świętujemy długo z piłkarzami, obchodzą oni cały stadion i jeszcze raz wracają na młyn. Z głośników poleciało "Time to say goodbye", w ruch poszły zapalniczki i razem pożegnaliśmy pasiaków. Zaiste miło :).
ZDJĘCIA za SKWK.pl

Reasumując derby się udały, wynik był, oprawa miodzio, doping niezły. Jeszcze tylko mecz przyjaźni ze Śląskiem w niedzielę i wiślacki sezon uważam za zamknięty.

Podsumowanie kwietnia krakowskich drużyn:
Najlepsza drużyna: Rybitwy. B-klasowa drużyna nie grająca już właściwie o nic (ani spadek ani awans) w kwietniu wygrała wszystkie mecze w tym 14-1 z Albertusem.
Wyróżnienia: Prądniczanka, Branice (4 zwycięstwa)
Najgorsza drużyna: Albertus. 3 mecze 3 porażki, 19 bramek straconych, ostatni mecz oddany walkowerem, ostatnie miejsce w B klasie. Parafialny Klub Sportowy chyli się ku upadkowi i nie wiem, czy zdążę jeszcze zaliczyć ich mecz :(.
Wyróżnienia: Bronowicki, Opatkowianka

 

niedziela, 22 kwietnia 2012

Jazda z motorem!



Lenistwo wiosenne osiąga apogeum. Przez święta nie byłem na żadnym meczu, po świętach też kiepsko. No ale wypada coś napisać:

10.04.2012 r, 20:30, Ćwierćfinał Pucharu Polski
Wisła Kraków - Ruch Chorzów 3-1 (1-0), karne 5-6
Widzów: 6600
Pogoda: 10C, mżaweczka
Bilet: 15 zł

OPIS:
  • Oj wielu niedowiarków w Krakowie. Na trybunach tylko 6600 osób, większość w młynie...
  • Ruch bardzo dobrze ok. 1000 głów. Skłaniam się do teorii, że to właśnie Niebiescy ostatnio najlepiej jeżdżą w Polsce. Ich doping ok.
  • Nasz doping chyba najlepszy w sezonie - przynajmniej ja bawiłem się przednio.
  • Na boisku wreszcie zapieprzanie i ciśnięcie. Trochę pechowo, trochę przez sędziego (nie uznał dwóch naszych bramek, karny dla HKS z kapelusza), trochę przez nieskuteczność nie udało się naszym wygrać. Potem dogrywka i karne - wiadomo, emocje. Szkoda, w przyszłym sezonie jedyny puchar w jakim zagramy to Puchar Polski.
 

14.04.2012 r, 15:45, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Łódzki KS 3-2 (2-0)
Widzów: 15000
Pogoda: 15C, miło
Bilet: karnet


OPIS:
  • Zdążyłem na ostatnie 20 minut meczu. Przez zdarzenia ode mnie niezależne nie mogłem być na zlocie :(.
  • ŁKS przyjechał w przyzwoitej jak na nich liczbie, słaby doping.
  • U nas akcja ultrasów - na D zasiadł młody młyn, który z impetem odpowiadał starym a nawet sam zaczynał przyśpiewki :). Serce rośnie.
  • Na boisku - początkowo relacja live w necie - 3 bramki Genkowa. Gdy wchodziłem na stadion ŁKS strzelał na 3-2. Piłka jest przewrotna, ale utrzymanie już mamy!


18.04.2012 r, 17:00, 2 liga wschodnia, stadion Wawelu
Garbarnia Kraków - Motor Lublin 1-1 (0-0)
Widzów: 300
Pogoda: 20C, pochmurnie
Dojazd: 20 min tramwajem
Bilet: 5 zł

Bramki:0,5
Kibice: 0,5
Pogoda: 1
Infrastruktura: 1
Emocje: 0,5
SUMA: 3,5/5



OPIS:
  • To mój drugi mecz Garbulek w tym sezonie. Tym razem gościłem na obiekcie Wawelu, gdyż Suche Stawy są modernizowane przed Euro. Mam nadzieję, że już wkrótce Młode Lwy zagrają u siebie na Rydlówce.
  • Gospodarze z 15 osobowym, siedzącym młynem i trzema flagami. Specjalizacją tutejszego kibica są znane przyśpiewki w wersji light np. Jazda z Motorem! Garbulki jazda z Motorem! Niestety, zmotoryzowanych kibiców brak (na Wawel mogą wejść tylko turyści).
  • W tabeli wyżej Motor (grający na licencji Spartakusa). Jednak to Garbarnia była faworytem moim skromnym zdaniem.
  • Bilety w ciągu dwóch miesięcy potaniały o złocisza. Brawo!
  • Stadion Wawelu to jeden z moich ulubionych w mieście. Niestety, aparat został w domu i na fotki trzeba będzie poczekać.
  • Na boisku: Garbarnia miała przewagę, jednak była nieskuteczna. W drugiej połowie wreszcie dopięła swego, jednak nie udało jej się podwyższyć (słupki, poprzeczki). Motor grał niemrawo, ich zawodnik dostał drugą żółtą za zbyt wczesne rozpoczęcie gry (sędziego pojebało chyba). O dziwo to oni strzelili przypadkową bramkę po kontrze. Bogini Temida znowu nie zaszczyciła nas swoją obecnością.
  • Nie ma to jak atmosfera na meczach Garbarni. Dym - nie z rac ale z kiełbasek, przerwę umilał nam sławny zespół Brathanki i Grek Zorba, a na zakończenie hymn lat minionych - Ludwinowskie Tango. Średnia wieku na trybunach znacznie przewyższała moje IQ.
Wkrótce relacja z największych derbów tego świata :). To będzie mój 50 mecz w tym sezonie. Aktualnie lecę na mecz koszykarek, pokrzyczeć trochę i pooglądać 50-osobową wycieczkę pewnej znanej firmy obuwniczej. Pozdrawiam!

poniedziałek, 26 marca 2012

Lalalalalalala, **** **** ****...

Tytuł to słowa hitowej przyśpiewki z wyjazdu do Chorzowa. Dla dobra czytelników ocenzurowałem ją troszkę - wtajemniczeni i tak wiedzą o co chodzi, a przecież należy szerzyć kulturę a nie wulgarne przyśpiewki na polskich stadionach :). W ciągu tego tygodnia dwa mecze Wisełki i leniwa sobota - miałem tyle ambitnych (także piłkarskich) planów, ale znowu nic z nich nie wyszło...

20.03.2012 r, 18:30, 1/4 Pucharu Polski
Wisła Kraków - Lech Poznań 1-0
Widzów: 15000
Pogoda: 10C
Bilet: karnet
OPIS:
  • Mecz o wiele spokojniejszy niż kilka dni temu, upłynał nam na ćwiczeniu starych-nowych przyśpiewek, hitem była przerobka "Glory glory Alleluja" o ulubionym piłkarzu krawkowskich trybun -  Manuelu Kolumbijskim Palcu A.
  • Goście zakaz za Bydgoszcz.
  • Piłkarze powinni wygrać i z 5-0, ale nikt po meczu nie miął do nich pretensji. Bramka Genkowa palce lizać.
  • Przez cały mecz na obiekcie miła zabawa - nie potrzebujemy gości ani dobrego meczu, żeby prowadzić dobry doping :).

Tutaj świetna przyśpiewka, którą przypomnieliśmy sobie na meczu z Lechem.

25.03.2012 r, 17:00, Ekstraklasa
Ruch Chorzów - Wisła Kraków 1-0 (0-0)
Widzów: 11000 (1000 gości)
Dojazd: 2,5 h pociągiem
Pogoda: 15C, słonecznie
Bilet: 25 zł


Bramki: 0
Kibice: 1
Pogoda: 1
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 3,5/5


OPIS:
  • Bileciki rozeszły się błyskawicznie - w końcu to nasz najbliższy wyjazd. Inna sprawa, że taki skrawek papieru z wypisanym na odwrocie imieniem i nazwiskiem trudno nazwać biletem...
  • Wyjazd rozpoczął się nietypowo - od uczczenia rocznicy przysięgi Tadeusza Kościuszki na Rynku W kilkaset osób przeszliśmy spod naszego stadionu na Rynek Główny, gdzie złożyliśmy kwiaty, odpaliliśmy race, odczytaliśmy tekst przysięgi i odśpiewaliśmy hymn narodowy. Po uroczystościach udaliśmy się na Dworzec Główny.
  • Podróż tam komfortowa. Pociąg klasy 2, miejsca stojące tuż przy wejściu do toalety. O ile początkowo dało się jeszcze poruszać kończynami a nawet zjeść i wypić, o tyle po Trzebini i Jaworznie Szczakowej, czyli po świeżym dopływie Wiślaków swoboda ruchów ograniczona do minimum.
  • Na miejscu - stacja Batory - pusty dworzec. Zdziwieni wychodzimy a tu niespodzianka - kordon i nawet konie. Przemarsz przez miasto spokojny, z niewielką napinką na kilku napakowanych gospodarzy (niestety, nie spuścili z siebie powietrza, mimo naszych próśb) i kilkoma petardami.
  • Stadion Ruchu zrobił na mnie dosyć miłe pierwsze wrażenie - wynika to z faktu, że jestem koneserem starych stadionów. Obiektywnie to trochę przestarzały. Staliśmy koło półtorej godziny w kolejce do wejścia - chodziły tylko dwa kołowrotki. Jednemu ziomkowi zrobiło się słabo - słoneczko prażyło. Na szczęście byłem stosunkowo blisko wejścia i już wkrótce, po rewizji, wrzuceniu do depozytu wyrzuceniu picia i sweet foci z dowodem przy twarzy mogłem wejść na obiekt.
  • Catering na Ruchu działał - pepsi w plastikowych kubeczkach trochę za mała, kiełbaski z ogórkiem nie próbowałem, miałem własną wałówkę :).
  • Nasz sektor to własciwie dwie oddzielone części, kosmicznie daleko od murawy. Wywieszamy około dwadzieścia flag.
  • Sektor Ruchu słabiej oflagowany - Oberchlezen (chyba tak to się pisze), mała Psycho Fans, Szarańcza i zabawna flaga Zawiercia, wyglądająca jak baner.
  • Już od początku meczu trafiamy na problemy logistyczne - prowadzący z megfonem mógł być tylko na jednym sektorze, bo płot był zbyt wysoki, żeby się na niego wspinać. Gospodarze nie użyczyli niestety wysięgnika - zajęty był przez kamerzystę, więc w pierwszej połowie prowadzimy doping tylko połową sektora. Druga część meczu i większość naszych przechodzi na nasz sektor, jednak po straconej bramce kocioł totalnie pada. Oceniam nasz doping na baaardzo średni, a właściwie słaby...
  • Zaskoczyło mnie to, że Ruch ma jakby dwa równorzędne młyny. Pierwszy, oflagowany - po lewej stronie od nas, drugi koło krytej na tzw. Dziesiątce. Może to jednak tylko moje wrażenie, jednak na doping młyna drugi sektor odpowiadał tak samo głośno. Po strzelonej bramce i w końcówce spotkania bawił się cały stadion. W drugiej połowie NIebiescy prezentują flagowisko. Z naszej jak i z ich strony napinka. Doping Ruchu oceniam jako całkiem niezły.
  • Co do piłkarzy - niewiele widać z sektora gości. Najpierw atakowali Niebiescy, potem była przerwa, potem dostaliśmy czerwień (chyba Bunoza) i bramkę z karnego - nie wiem, czy zasłużoną. Potem kolejne ataki Ruchu, Wisła próbuje się odgryzać ale beznadziejnie to wyglądało. Powrócił Małecki, ale nie zbawił naszej gry. Końcówka to czerwona kartka Diaza. Po meczu bluzgamy na naszych zawodników i intonujemy "Wy jesteście gwiazdorami, przegrywacie z frajerami". Jedynym zawodnikiem, który otrzymał od nas brawa był Marek Zieńczuk - szkoda, że  jest już po drugiej stronie barykady.
  • Co do obiektu od środka - trybuna zadaszona całkiem ładna, obiekt otwarty, a więc siła dopingu trochę ucieka. Zaskoczyło mnie zmechanizowanie całego stadionu - wszędzie jakieś furgonetki, wózki itp. Zegar z tyłu naszego sektora też miły - o wiele lepszy niż "zegar" na telebimach u nas. Spiker trochę nie ogarniał - dowiedzieliśmy się, że mecze u siebie rozgrywamy na obiekcie im. Reymonta, a do Chorzowa nie mógł przyjechać Kew Juliens...
  • W przerwie ciekawy konkurs - strzały do pustej bramki z połowy - nagrodą wiaderko węgla (hahaha , taki krakowski suchar). 
  • Po meczu ponad godzinę czekamy na decyzję policji o wypuszczeniu nas. Czas umilamy sobie pogawędkami z tutejszymi (pewna niemiła pani doczekała się nawet przyspiewski na swój temat :)). Pozdrawiam z tego miejsca parę ochroniarzy, którym intonowaliśmy pieśni weselne, niestety do niczego nie doszło, widocznie panowie wstydzili się tak licznych ludzi. W końcu o 20 słynna grupa specjalna Skorpion otworzyła bramy i koło 21 mogliśmy zameldować się w powrotnym pociągu. Miasto zostało dobrze oblepione.
  • Powrót minął też całkiem miło, mimo porażki większość korzystała ile wlezie z przyjemnego, choć krótkiego wyjazdu.W domu melduję się o 23:30. W tym sezonie żegnamy się z marzeniami o podium, jedyną naszą szansą jest puchar, w którym znowu czeka Ruch. Był to nasz ostatni duży wyjazd tej rundy - zameldowaliśmy się w komplecie ponad tysiąca kibiców.
 Foto z GŁÓWNEJ

sobota, 17 marca 2012

Zawsze może być gorzej.

Nadrabiamy zaległości. W ostatnim czasie byłem na dwóch meczach Wisełki i zaliczyłem oficjalne otwarcie rundy w Wieliczce.

26.02.2012 r, 17:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Korona Kielce 0-1 (0-0)
Widzów: 13500
Pogoda: 1C
Bilet: karnet

O tym meczu właściwie ciężko mi coś ciekawego napisać. Korona nie stawiła się - nie było to niespodzianką, po słynnym incydencie boją się przyjeżdżać na nasz stadion. Wiślacki doping przeciętny. Korona jest kolejnym zespołem, który zdobył "twierdzę" przy R22 - dokonał tego przy pomocy zadziorności i walki. Wiślacy byli bezradni, a wynik przypieczętował zwolnienie Kazia Moskala. Po tym meczu spadliśmy w tabeli nawet za Podbeskidzie, na siódme miejsce - tak źle nie było od roku 2007...

9.03.2012 r, 20:30, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Lech Poznań 0-0
Widzów: 21000
Pogoda: -3C
Bilet: karnet

Duży potencjał, uznana marka, słabe wyniki - ten opis pasuje w tym sezonie do obydwu drużyn. Klasyczny mecz na przełamanie? Nic z tego, pierwszy raz w tym sezonie byłem świadkiem bezbramkowego remisu. Spotkanie psuł nieustająco sędzie - jednak trudno powiedzieć, by kopacze wznieśli się na wyżyny. Na trybunach mecz ciekawy - przyjechała spora delegacja z Wielkopolski, silnie wspierała ją brzydsza strona Błoń. Na G było niespokojnie - kilku gościom udało się dostać na nasz sektor, jednak wejście policji zakończyło sprawę. Doping kibiców zespołu sponsorowanego przez Amicę nie powalał - w moim rankingu w tym sezonie plasują się za Górnikiem, Ruchem i Apoelem. Trochę rozczarowująca postawa Kuchenkorza wpłynęła - szczególnie pod koniec meczu - trochę dekoncentrująco na nasz doping. Jednak "Tak się bawią ludzie" było tego dnia epickie :). Przed meczem i w 57 minucie uczczono pamięć Włodzimierza Smolarka - którą ponoć Koziołki olali - nie wiem, nie słyszałem, taka była burza oklasków :). Przed meczem uhonorowano także śp. Władysława Kawulę - najlepszego obrońcę w dziejach klubu. Rozegrał on ponad 300 meczów z Białą Gwiazdą na piersi, za co należy mu się pamięć i szacunek. Przed meczem prezentujemy oprawę, która nie weszła na superpucharze 2010 - tym razem też nie obyło się bez problemów, jednak wspólnym mozołem udało się ją wnieść i zaprezentować. Na trybunach w tym dniu królowały pieśni "Bo we Wronkach takie obyczaje są" i "Posłuchajcie prawdę tą". Po meczu KKS raczej stracił szanse na awans do pucharów przez ligę - Wisła tę szansę jeszcze ma.

Więcej zdjęć TUTAJ

17.03.2012 r, 15:00, 3 liga małopolsko - świętokrzyska
Górnik Wieliczka - Unia Tarnów 0-1 (0-0)
Widzów: 300
Pogoda: 20C
Dojazd: 1h autobusami
Bilet: 7zł

Bramki: 0
Kibice: 1
Pogoda: 1
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 3,5/5

Jak wiadomo, kibiców Unii i Wisły łączy przyjaźń. Dlatego też niewątpliwie nalezało się stawić w Wieliczce - leżącej tuż przy granicach Krakowa - żeby wesprzeć zgodę. Ciężka sytuacja Unii czyli brak strategicznego sponsora sprawia, że raczej nikt w Tarnowie nie wierzy w awans tym bardziej, że wyprzedano sporą część kadry. Sytuacja w Górniku Wieliczka jest jednak jeszcze gorsza - od kiedy z klubu wycofała się kopalnia bieda stała się smutną rzeczywistością górniczego klubu. A pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu mierzono w awans do 2 (prawdziwej) ligi - dziś jest raczej pewny spadek do ligi 4 (5).
W ten jakże piękny sobotni dzionek wyruszyłem w eskapadę przez cały Kraków. Jak słusznie zauważył kierowca 304 - ludzie wylegli na ulice, zrzucając z siebie wierzchnie okrycie (poezja). Dało sie to też zauważyć w MPK-u - na szczęście przycupnąłem gdzieś w kącie i przeżyłem niestaranowany.
Jak wiadomo Wieliczka to piękne miasto. Jest trzecim najczęściej odwiedzanym małopolskim grodem, a słynie z soli. Znana legenda o księżnej Kindze i jej wianie to niewątpliwie interesująca historia, jednak nie będe jej tu przytaczał :). O wiele bardziej interesował mnie mecz, który był wyjątkowy dla mnie także z tego względu, że mieszkałem przez kilka lat własnie w Wieliczce, dwa kroki od stadionu Górnika i od kopalni (w której de facto nie byłem).
Na wstępie zaskoczyła mnie wysoka cena - 7 zł za bilet ulgowy spotyka się nawet na niektórych stadionach ekstraklasy. Trudno się więc dziwić, że stadion Górnika świecił pustkami. Miejski wielicki jest to obiekt o jednej, dużej trybunie, w większej części zadaszonej, z czarnożółtozielonobiałoczerwonymi krzesełkami. Nie  skorzystałem jednak z usług tego jakże przytulnego siedziska. Tuż przed pierwszym gwizdkiem udałem się  bowiem razem z innymi Wiślakami w stronę sektora gości. Aby dostać się do klatki należało obejść obiekt przez park Kingi i wejść jakimś bardzo ciasnym przejściem. Na szczęście nie musiałem drugi raz kupować bileciku, chociaż bez drugiej kontroli się nie obyło. W momencie mojego drugiego wejścia na stadion padła jedyna bramka meczu - nie każcie mi jej opisywać, niewiele widziałem :). Klatka w Wieliczce była całkiem przytulna - brak krzesełek, dookoła przerdzewiały płot, z tyłu ogrodzenie obozowe - sektor jakich wiele w Polsce. Wywiesliśmy płótno "Jaskółki", także "Wisła Kłaj" i jeszcze jedno, nie widziałem dokładnie, które. Razem były nas z 2 setki na moje oko, całkiem sporo Wiślaków  przyjechało wspierać zgodę :). Doping był prowadzony dosyć często. Kibiców Górnika koło setki - przyszli pewnie z chęci poobserwowania zadymy, jednak nikt z drugiej strony barykady się nie stawił. Mecz przebiegał dosyć spokojnie - Jaskółki kontrolowały sytuację, Górnik otrzymał czerwień - dopóki sędzia spotkania nie wpadł na genialny pomysł usunięcia golkipera Unii za dyskusje. Jako że na ławce nie było nikogo, mogącego zastąpić bramkarza, między słupkami stanął jeden z obrońców. Unii na szczęście udało się dowieść wynik do końca - za co piłkarze po meczu zebrali zasłużony aplauz. Z ciekawostek - KS Górnik wystawił na mecz tylko dwie piłki i kopanie w trybuny w końcówce stało się zasadne :). Unia, mimo ciężkiej sytaacji kadrowej dalej liczy się w walce o awans. Gorzej jest u Wieliczan - brak jakichkolwiek środków finansowych skazuje ten klub na szarą egzystencję w niższych ligach. Zdjęć z tego spotkania brak - mój aparat potrzebuje wsparcia...

I jako premia - najbrzydszy bilet mojej kolekcji - z wypadu do Pragi na koszykarki. Stolica Czech bardzo przypadła mi dom gustu (z obiektów piłkarskich widziałem tylko legandarny Dolicek), natomiast koszykarki nie sprawiły zawodu i weszły do najlepszej ósemki Europy. Panowie kopacze - brać przykład!

sobota, 17 grudnia 2011

Martwy sezon?

Oj, sporo się działo na przełomie listopada i grudnia na wiślackich arenach. Nie zaliczyłem wprawdzie żadnego meczu niższych lig, ale narzekać nie mogę. Byłem świadkiem wielu naprawdę wspaniałych wydarzeń :).

Gorący okres rozpoczął się w piątek, 25 listopada, spotkaniem na hali, gdzie futsalowcy rozprawili się po ciężkim boju z zespołem GKS-u Tychy. Jako że Tyszanie to sztama naszej sąsiadki, na trybunach zjawiło się wiele osób, przybywających na halę "od święta" i nasz doping był całkiem dobry. Zanotujmy też kilka spontanicznych rac na końcu meczu. Gości nie zauważono.
Nazajutrz każdy szanujący się Wiślak ponownie ruszył na halę, gdzie odbył się mecz koszykarek Wisła - ROW Rybnik. Nasze panie jak zawsze nie zawiodły. Była to jednak tylko przystawka do dalszych spotkań, na trybunach zameldowało się  mało ludzi (chociaż zabawa i tak była przednia), nie napawało to jednak optymizmem przed najważniejszym meczem rundy, o którym za chwilę.


Pierwszą oprawę w grudniu zaprezentowaliśmy na meczu futsalowców Wisła - Akademia Pniewy. Jako że było to starcie mistrza i vicemistrza poprzedniego sezonu, zapowiadały się wielkie emocje. I rzeczywiście, kibice obejrzeli wspaniały mecz i wielką kanonadę Wiślaków. Mistrz został upokorzony aż 5-0 (w tym dwie bramki strzelone z własnej połowy), a na trybunach panowało istne szaleństwo. Zaprezentowana oprawa może nie była zbytnio wyszukana ani efektowna, lecz z całą pewnością była pierwsza w krótkiej historii sekcji. Wielki szacuneczek dla wiślackich piłkarzy halowych, którzy po pierwszej rundzie prowadzą w lidze bez żadnej porażki! Zdjęcia na oficjalnej stronie futsalowców

Następny w kolejce był już mecz piłkarski:

4.12.2011 r, 17:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Widzew Łódź 1-0 (0-0)
Widzów: 14830
Pogoda: 5C
Bilet: karnet
OPIS:
  • Mecz ten zapamiętam przede wszystkim ze względu na mikołajkową inicjatywę SKWK (Stowarzyszenia Kibiców). Otóż tuż przed nadchodzącym dniem św. Mikołaja przeprowadzono akcję oddania wszystkich miejsc w sercu młyna dzieciakom z krakowskich szkół. Każdy Wiślak początkowo wiedział tylko, że odbędzie się jakaś niespodzianka i że nikt nie wchodzi w tym meczu na sektor C3. Byłem osobiście bardzo zdziwiony, widząc nasz młyn w odmłodzonym wydaniu. Akcja powiodła się  - myślę, że wiele dzieciaków "zajawiło" się na Wisłę i bawiło się naprawdę dobrze. Młodzi kibice mogli zobaczyć, że stadionowa rzeczywistość różni się znacząco od propagandy niektórych mediów. Muszę przyznać, że młodzież dawała z siebie wszystko i była naprawdę głośna :). Ultrasi przygotowali oprawę - Białą Gwiazdę, złożoną z chorągiewek uzupełnionych czerwonymi i niebieskimi balonikami. Podsumowując: akcja pod kryptonimem "Kto kocha ten wierzy. Siła w młodzieży" zakończyła się pełnym sukcesem. Coś niesamowitego :).
  • W cieniu wydarzeń na trybunach (po raz to już który na R22...) były wydarzenia boiskowe. Trudno mi napisać, ze Wiślacy rozegrali jakieś kapitalne spotkanie - liczy się zwycięstwo po bramce Cwetana Genkowa.
  • Przed meczem uhonorowano kolejnego zasłużonego Wiślaka - tym razem był to Kazimierz Kmiecik. Najskuteczniejszy w historii strzelec Wisły, czterokrotny król strzelców, mistrz Polski, złoty i srebrny medalista IO, brązowy medalista MŚ to z pewnością wielka postać. Warto wspomnieć, że Pan Kazimierz rozpoczynał karierę w Cracovii, jednak po zakończeniu kariery przyznał, że jest Wiślakiem. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że Kazimierz Kmiecik to żywa legenda i prawdziwy symbol Wisły. Wielkie brawa dla niego!
  • Sektor gości w tym spotkaniu pusty (zakaz dla Widzewa za piro na Łazienkowskiej), ozdobiony tylko transparentem WSZYSCY NA SPARTAK (o czym za chwilę). Odnotujmy także małą ilość przekleństw na trybunach :).
ZDJĘCIA (za wisla.krakow.pl):


Środa, 7 listopada stała pod znakiem wielkich koszykarskich emocji. Do najgorętszej hali w Europie :) przyjeżdżał prawdziwy dream team, vicemistrz Europy, moskiewski Spartak. Wiślaczki, marząc o pierwszym miejscu w grupie musiały ten mecz wygrać i nie zawiodły - rozprawiły się z bardziej utytułowanymi rywalkami 81-60 i sensacja stała się faktem! Na trybunach panowała wyśmienita atmosfera - godzinę przed meczem hala była pełna, a oficjalna widownia - 1700 widzów - przekroczyła pojemność hali. I jak tu nie kochać kobiecej koszykówki? Zdjęcia pożyczyłem z wislakrakow.com


Już dwa dni póżniej przybyłem na jedyny w tej rundzie piątkowy mecz na R22.

9.12.2011 r, 20:30, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Polonia Warszawa 0-1 (0-0)
Widzów: 13020
Pogoda: 0C
Bilet: karnet
OPIS:
  • Ten mecz wyjątkowo zapamiętam ze względu na boiskowe wydarzenia. Mimo ambitnej walki, nasi zawodnicy nie dali rady defensywnie usposobionej Polonii i fatalnemu sędziemu. Myślę, że nikt jednak nie miał o to do nich pretensji, bo naprawdę dali z siebie maksimum.
  • Sektor gości znowu pusty - jedna z najsłabszych wyjazdowych ekip naszej ligi postanowiła wspierać swoją zgodę w meczu na Legii.
  • Doping na trybunach całkiem dobry - szczególnie udany debiut przyśpiewki znanej już z hali - "Jak się bawią ludzie".
  • Kolejny uhonorowany zawodnik w galerii sław to Adam Musiał - jeden z najlepszych wiślackich obrońców w historii, grał z Białą Gwiazdą na piersi 11 lat.

Następny dzień to zamknięcie halowego sezonu meczem koszykarek z Widzewem. Nasz młyn liczebnie nędzny, ale doping głośny :). Zawodniczki miały wyjątkowo dobry dzień i ogrywały rywalki jak juniorki. Szkoda tylko, że nie padła magiczna "setka".

Nareszcie ostatnie, świeżutkie wydarzenie:

14.12.2011 r, 21:05, Liga Europy
Wisła Kraków - Twente Enschede 2-1 (1-1)
Widzów: 15210
Pogoda: 0C
Bilet: 15 zł
OPIS:
  • Przed meczem niewielu wierzyło w cud. Aby wyjść z grupy K LE Wisła musiała wygrać z vicemistrzami Holandii, a w równoległym spotkaniu Fulham nie mogło zwyciężyć z duńskim Odense. Przyznam się, że ja także nie wierzyłem w awans, lecz na mecz oczywiście się udałem :).
  • Klub starał się jak mógł zachęcić fanów do kupna wejściówek - najtańsze bilety za 15 zł nie pomogły jednak zapełnić jakoś specjalnie wielu miejsc. Ci, których nie było niech żałują :).
  • Na sektorze zameldowałem się dosyć późno - nawet na bocznym sektorze nie było już zbyt wielu miejsc.
  • Mecz rozpoczął się od oprawy. Najpierw wjechała sektorówka z postaciami kibiców, podświetlana stroboskopami i podpisana hasłem "Nie ma że boli. Sektor kiboli." Na znak gniazdowego oprawa zjechała na chwilę, by ustąpić miejsca chaosowi - wielkiej ilości flag i wszelakiej pirotechniki. Myślę, że efekt był naprawdę wspaniały, wręcz jestem dumny z oprawy, która współtworzyłem, machając flagą :). Po wypaleniu się rac sektorówka jeszcze raz wjechała i zaśpiewaliśmy znaną już przyśpiewkę o ludziach i ich zabawie :).
  • Oczywiście nie widziałem pierwszej bramki, którą mocnym strzałem zdobył Garguła. Bramkarz gości nie popisał się - trudno się dziwić, że mój rówieśnik w pierwszym tak poważnym meczu i przed tak poważną :) publicznością nie wytrzymał presji. Na sektorze zapanował szał, a niektórzy kibice z radością spoglądali na swoje komórki, gdzie w starciu Fulham - Odense widniał dający awans bezbramkowy remis.
  • Wszystko układało się dobrze, ale oczywiście musiało się sparpać. Holendrzy wyrównali po golu przewrotką (moim zdaniem był spalony, ale powtórki wykazały, że Bunoza nie jest obdarzony specjalnym refleksem). Dodatkowo dwie bramki Fulham sprawiły, że przerwę spędziliśmy w minorowych raczej nastrojach.
  • Druga połowa to juz klasyczny amerykański thriller z happy-endem. Zaczęło się od trzęsienia ziemi - dalekie podanie Pareiki wykorzystał Genkow i na trybunach zapanowała euforia. Potem napięcie rosło - wszyscy z niepokojem śledzili losy równoległego mezu w Anglii. Na bramkę duńczyków trybuny zareagowały rykiem radości. Gdy na zegarze wybiła 80 minuta cała nasza trybuna zaczeła się cieszyć - w Anglii zrobiło się 2-2! Jednak okazało się, że to tylko plotka - tym większe rozczarowanie odczuwaliśmy tuż po końcowym gwizdku. Gdy wydawało się, że nie ma nadziei, nagle, trybuna po trybunie, zaczał skakać z radości. Niewiarygodna informacja o zdobytej w ostatnich sekundach bramce Odense lotem błyskawicy dotarła do piłkarzy i na całym stadionie zapanowała euforia, To było coś pięknego! Gdy w awans nie wierzył już nikt, sen okazał się jawą i niemożliwe stało sie faktem! Chóralnych śpiewów triumfu, okrzyków, skoków nie było końca. Z pewnością ten mecz zapamiętam jako jeden z najpiękniejszych momentów mojej wiślackiej drogi. WSPANIAŁE!
ZDJĘCIA (oczywiście podziękowania dla zaprzyjaźnionych portali 1 i 2):


Tutaj wypada zakończyć relację z tego wspaniałego okresu, jakim był dla mnie przełom listopada i grudnia 2011. Mimo, że z grounhoppingiem nie ma to zbyt wiele wspólnego, chyba wybaczycie mi tą przydługawą relację :). Już wkrótce wrzucę podsumowanie ligowego zestawienia drużyn krakowskich, po czym zapadnę w świąteczno-noworoczny marazm. A potem już z górki i kolejna runda przed nami :).

poniedziałek, 21 listopada 2011

Widowisko na trybunach.


No i stało się - zapadłem w sen zimowy. Niestety, przespałem ostatnia jesienną (a właściwie pierwszą wiosenną) kolejkę niższych lig i jedyne, co mi pozostało, to mecze mojej Wisły. Nie należą one ostatnio do przyjemności i, mimo zmiany trenera, czarna seria mistrzów Polski trwa. Atmosfera z każdą porażką gęstnieje - na meczu z Górnikiem miał odbyć się protest po przegranych derbach, jednak został odwołany.

20.11.2011 r, 17:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Górnik Zabrze 0-1 (0-0)
Widzów: 15000
Pogoda: 0C
Bilet: karnet

OPIS:
  • Przed meczem odbyła się ceremonia wywieszenia koszulki kolejnego zasłużonego Wiślaka - po Henryku Reymanie i Antonim Szymanowskim przyszła kolej na legendarnego bramkarze Jerzego Jurowicza, który w czasach powojennych spędził w klubie ponad dwadzieścia lat. Inna sprawa, że wyciąganie koszulki i następnie jej zdejmowanie zalatuje trochę amatorszczyzną.
  • Na mecz przyjechał komplet - 1500 - kibiców Górnika. Goście prezentowali się efektownie w jednakowych, kraciastych koszulkach.
  • Mecz Wisła - Górnik koronował kilkutygodniową akcję zbierania pluszowych zabawek dla dzieci z domów dziecka. Przyniesiono ich dosyć sporo (ja też coś tam wrzuciłem), 6 grudnia maskotki będą rozdawać piłkarze, futsalowcy koszykarki i siatkarki Wisły.
  • Z boiska wiało nudą, gospodarze grali słabo i, moim zdaniem, ambitny Górnik zasłużenie wygrał.
  • Na ławkach trenerskich spotkali się dwaj starzy znajomi i byli zawodnicy Wisły - Kazimierz Moskal i Adam Nawałka. Górą był ten bardziej doświadczony, a Pan Kazimierz musi się na razie zadowolić pełnym wsparciem trybun. Bramka dla gości padła w jednej z ostatnich minut po fatalnym błędzie naszego bramkarza Pareiki.
  • Mecz zaczęliśmy od oprawy "Od ponad wieku smok miasta strzeże, u jego boku Wisły rycerze". Na środek wjechała wielka sektorówka ze smokiem i widokiem na Wawel, uzupełniona cieniowana kartoniadą i racami. Myślę, że dało to niezły efekt, a i większa była ochota wśród braci na głośny doping. Niestety, przez część meczu nasz potencjał nie był należycie wykorzystywany.
  • Górnik starał się odgryzać jak mógł, szczególnie przebijał się w chwilach naszej ciszy. W drugiej połowie Zabrzanie zaprezentowali dwie efektowne oprawy - najpierw kartoniadę i małe chorągiewski, potem większe flagi na kijach, płachtę w szachownice i race. Muszę przyznać, że nie na darmo ta ekipa jest nazywana jedną z lepszych w Polsce, a i widać było, że to dla nich wyjazd rundy.
  • Na trybunach odwołano opuszczenie sektora w 70 minucie, jednak wielokrotnie dawaliśmy znać o naszym niezadowoleniu z polityki klubu (okrzyki do prezesa Basałaja) i do zawodników ("Wy jesteście gwiazdorami, przegrywacie z frajerami!", skandowanie nazwisk Głowackiego, Brożka, Baszczyńskiego, których klub lekka ręką się pozbył). Miejmy nadzieję, że przyniesie to jakiś skutek i władze klubu bardziej rozbudują akademię, a do składu wróci większa ilość Polaków. Warto też wspomnieć o dobrym występie Michała Czekaja, który jest jakoby słabszy niż zarabiający krocie Jaliens. Do zawodników wywiesiliśmy także komunikat po angielsku dotyczący derbów.
ZDJĘCIA (ZA WWW.WISLAKRAKOW.COM)


niedziela, 30 października 2011

Krakowiaczek (4)

Miesiąc za miesiącem, niepostrzeżenie mamy już prawie listopad i bliżej nam do końca rundy niż do początku. W ostatni tydzień października zaliczyłem tylko jeden mecz piłkarski, minimum zostało więc spełnione.

29.10.2011 r, 18:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Podbeskidzie Bielsko - Biała 0-1 (0-1)
Widzów: 13620
Pogoda: 10C, bezchmurny wieczór
Bilet: karnet

OPIS:
  • Pisanie o tym meczu to nie będzie żadna przyjemność. Piłkarze pokazali żenującą grę, brak ambicji i wszystko co najgorsze. Drugi raz w historii mały klub z Bielska przyjeżdża do jaskini lwa i drugi raz zwycięża. Nie nastraja to optymistycznie przed starciem z Fulham.
  • Na trybunach pustki, nasz doping przeciętny, momentami wręcz beznadziejny. Bielszczanie w niezłej jak na swoje możliwości liczbie i z głośnym dopingiem.
  • Po meczu przypomnieliśmy zawodnikom, że wynik derbów to rzecz święta. To starcie już za tydzień!

Nie byłem na żadnym meczu niższych lig, niemniej w środę planuję miły wyjazd do Czech na koszykarki. Nasze Panie nie zawiodły i w niedzielę pokonały Lidera Pruszków. Mecz był zaskakująco wyrównany, na szczęście Wiślaczki mają w składzie Erin Philips. Kibice z Pruszkowa w kilka sztuk nie prowadzili dopingu.
Erin Philips czyli wiślacki Michael Jordan.
Po tak przydługim wstępie przechodzimy do meritum. W październiku krakowskim klubom szło w kratkę. Na czele zestawienia tradycyjnie Wisła - jednak 6 punktów w 4 meczach to zdecydowanie zbyt mało, jak na mistrza Polski.  Drugie miejsce to odrodzony Hutnik, włączający się w walkę o 3 ligę. Drugi czwartoligowiec - Borek w październiku zawodził (w tym także pogrom na Suchych Stawach). Jednak najgorszą krakowską drużyna miesiąca zostaje Garbarnia - popularne "Garbulki" przegrały pięć meczy, zwolniły trenera Bukalskiego i szykują się do ciężkiej walki o utrzymanie. Oprócz Garbarni bez punktu w październiku zostały jeszcze aż cztery drużyny: Tyniec, Strzelcy i Bronowicki z B klasy oraz Gromowcy z klasy C. Na przeciwnym biegunie znaleźli się Zjednoczeni Branice - komplet pięciu zwycięstw napawa optymizmem. Warto odnotować pierwsze punkty outsiderów - zwycięstwo Wawelu i remisy Grzegórzeckiego i Albertusa. Te "sukcesy" niewiele jednak poprawiają ich stan posiadania i to właśnie te trzy zespoły zamykają tabelę generalną. Wspomnę też o słabej postawie Cracovii, która w rankingu jest już wyprzedzana nawet przez A klasowców - właśnie z Branic i z Prądnika. Ci ostatni wreszcie znaleźli godnego przeciwnika w postaci Partyzanta Dojazdów i w 12 kolejce stracili pierwsze punkty.
 

Tabela ogólna:

niedziela, 16 października 2011

Lisiecka kiełbasa lepsza od piłkarzy.

W środku tygodnia miałem zamiar wybrać się na mecz Garbarni. Każdy, kto choć raz był na boisku przy Rydlówce wie, że panuje tam wspaniała atmosfera i że ludwinowscy kibice (Młode Lwy, bynajmniej nie chodzi tu o wiek) są jednymi z lepszych w Krakowie. Jako że popularne Garbulki muszą grać na Suchych Stawach, przejechałem pół Krakowa żeby usłyszeć, że mecz jest o 18 a nie o 14. Niestety, taka pora mnie nie urządzała i musiałem obejść się smakiem. Niemniej sobota i niedziela zapowiadały się wyjątkowo sportowo...

15.10.2011 r, 18:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Jagiellonia Białystok 3-1 (0-0)
Widzów: 15323
Pogoda: 7C, bezchmurny wieczór
Bilet: karnet

OPIS:
  • Przed meczem piłkarzy, niejako na rozgrzewkę, byłem na koszykarkach. Rozgromiły one ŁKS (po pierwszej połowie zanosiło się nawet na setkę). W ogóle na hali był pracowity dzień - koszykarki, potem siatkarki i koszykarze.
  • To miał być wyjątkowy mecz - po kilku latach nareszcie doczekaliśmy się w pełni otwartego nowego obiektu. Jednak święto zostało trochę popsute przez małą frekwencją (ledwo połowa stadionu).
  • Przed meczem odbyła się uroczystość uhonorowania legendy Wisły Kraków - Henryka Reymana - koszulka z jego nazwiskiem została wywieszona pod sam dach stadionu (można się w sumie przyczepić do małej widoczności koszulki - tuż obok telebimu). Tutaj znajdziecie obszerną biografię legendy: LINK, dla leniwych napiszę tylko, że Henryk Reyman to pierwszy król strzelców polskiej ligi (niepobite do dziś 37 goli), grał w Wiśle jako kapitan w latach 1910 - 33, był żołnierzem w czasie wojen z bolszewikami, Ukraińcami i podczas II wojny światowej. Do historii przeszło starcie derbowe z Cracovią w 1925 - kapitan Wisły grał wtedy świeżo po kontuzji (trzy dni wcześniej miał jeszcze nogę w gipsie). Po pierwszej połowie Wiślacy przegrywali 1-5, jednak dzięki niesamowitej determinacji zdołali w drugiej odsłonie doprowadzić do remisu. Mecz ten stał się legendą, tak samo jak słowa Reymana w przerwie: "(...) Nikt nie wymaga od was samych zwycięstw. Czasem i przegrać przychodzi. Ale każdy ma prawo żądać od was ambitnej i nieustępliwej walki. Nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali was za niegodnych... podania ręki."
  • Tuż przed pierwszym gwizdkiem minutą ciszy uczciliśmy pamięć tragicznie zmarłego kibica Jagiellonii, który zginął w dordze na mecz.
  • Goście stawili się dosyć licznie, zaczęli dopingować pod koniec spotkania (protest), jako że Jaga to nasza była zgoda, nie było żadnych bluzgów.
  • Nasz doping całkiem niezły, nowy gniazdowy wprowadził długie "lalala" (gdzieś tak 20 minut śpiewane). W drugiej połowie daliśmy znać trenerowi Maaskantowi, że wolimy w składzie młodych Polaków niż podstarzałych Holendrów (niemniej nie sądzę, żeby Robert się tym przejął).
  • Goście prowadzili, jednak w końcówce to Wisła przycisnęła - dało to wymierne korzyści. Wiele kontrowersji wywołała wyrównująca bramka naszej drużyny - szczerze mówiąc nie widziałem dokładnie, potem był już tylko szał radości :).
Flaga "Henryk Reyman"

W tym miejscu chciałem pozdrowić kibica Śląska - Szymona - i zareklamować jego groundhopperski blog: "Na trybunie" - na pewno znajdziecie tam wiele ciekawego. Polecam!

Niedzielne przedpołudnie, pierwsze w tym roku z ujemną temperaturą, postanowiłem wykorzystać na wyjazd do Liszek. Jest to mała podkrakowska miejscowość, której nazwa wzięła się od grzybów - w dzisiejszych czasach zwanych kurkami. Jednak to nie z nich najbardziej znany jest ten region, lecz z wędlin. Kiełbasa lisiecka, niedawno wpisana do rejestru UE jako produkt regionalny, jest niewątpliwie pyszna (gorąco polecam szczególnie tym, którzy nie wyobrażają sobie meczu bez kiełby). Byłem więc ciekaw, czy jakość lisieckiej piłki może się równać z jakością kiełbasy :).

16.10.2011 r, 11:00, Krakowska A klasa grupa II
Liszczanka Liszki - Victoria Kobierzyn 2-3 (0-1)
Widzów: 70
Pogoda: 5C, słonecznie
Dojazd: 1h autobusami i tramwajem
Bilet: brak

Bramki: 1
Kibice: 0
Pogoda: 0
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 2,5/5


OPIS:
  • Zdecydowanym faworytem meczu była Liszczanka - jednak ambitny cel awansu oddalił się znacznie, bo to Victoria była lepsza.
  • Goście zapoznali się ze statystykami, z których wynika, że kto strzeli pierwszą bramkę, zwykle nie przegrywa. Postanowili więc huraganowo zaatakować od początku i przyniosło to bramkę już około drugiej minuty..
  • Piłkarze z Kobierzyna (na żółto) grali, jak na warunki A klasy, bardzo ładną piłkę. Gdybym miał talent wizualny Jacka Gmocha, rozrysowałbym ich taktykę, jednak poprzestanę na opisie: agresywnie grający dwaj środkowi pomocnicy po odbiorze zgrywają do cofającego się napastnika (tzw. pivota), który błyskawicznie zgrywa prostopadle (na wolne pole) do skrzydłowego, który celnie centruje. Kilka razy ta akcja wyszła niemal perfekcyjnie - goście byli jednak łapani na spalonym.
  • W porównaniu z Victorią gospodarze poruszali się cokolwiek leniwie. Do odrabiania strat ruszyli w drugiej połowie, jednak nadziali się na kontrę i z 0-1 zrobiło się 0-2. Gdy już wydawało się, że jest po meczu, Liszczanka strzeliła wreszcie kontaktowego gola.
  • Trzecia bramka dla gości to poezja - wzorowa kontra. Liszki tak zaangażowały się w atak, że nie zostawiły NIKOGO oprócz bramkarza na własnej połowie. Zawodnicy Kobierzyna wyszli do kontry czwórką i jeden z nich pięknym strzałem z ok. 30 metra przelobował bramkarza.
  • Bramki na 2-3 nie widziałem zbyt dokładnie, musiałem się spieszyć na autobus (następny był za pół godziny, a dłuższe stanie na przystanku groziłoby przeziębieniem).
  • Obiekt Liszczanki, położony w charakterystycznym dla wielu polskich miejscowości miejscu, czyli za kościołem, okazał się całkiem zadbany. Zająłem miejsce na trybunie z krzesełkami, z której schodząc w cywilizowany sposób po schodkach można się było spotkać z płotem okalającym boisko. Obok mnie siedział tutejszy ekspert - muszę przyznać że całkiem dobrze obeznany - jednak nie mogę mu wybaczyć, że nie poczęstował mnie biszkoptami (okazuje się, że od oglądania piłkarzy można porządnie zgłodnieć).
  • Miejscowa młodzież zabawiała się typowo - petardy, alkohol, skutery i latanie za wybitą przez gości piłką :).
  • Niestety, mój aparat nie miał ochoty oglądać spotkania i szybko się rozładował - z tego wynika tak mała ilość zdjęć. Dla spragnionych więcej LINK.

ZDJĘCIA:

    środa, 28 września 2011

    Niepokonani znowu wygrywają

    Wrzesień dobiega końca. W ostatni weekend, ze względu na mecz Wisły z Ruchem, miałem wolne tylko w sobotę przed południem, zamierzałem więc wybrać się do Kryspinowa na mecz klasy A pomiędzy rezerwami Lotnika a Gajowianką. Niestety, ku mojemu zaskoczeniu pod stadionem spotkałem tylko jedną osobę i stado krów na wypasie :). Razem z towarzyszem niedoli dowiedzieliśmy się od pracującego na pobliskiej stacji benzynowej vice prezesa klubu, że mecz ów odbędzie się nie w sobotę, jak pisano w internecie, lecz w niedzielę. Tak więc weekend upłynął pod znakiem pierwszego od niepamiętnych lat tak licznego przyjazdu Ruchu...

    25.09.2011 r, 17:00, Ekstraklasa
    Wisła Kraków - Ruch Chorzów 3-2 (1-0)
    Widzów: 16000
    Pogoda: 20C, słonecznie
    Bilet: Karnet

    OPIS:
    • 1500 fanów Ruchu tworzyło imponujący widok - jednak po ich dopingu spodziewałem się więcej.
    • U nas wielka mobilizacja - doping momentami całkiem głośny, tylko czasami "opadał". Zaprezentowaliśmy oprawę - pierwsza kartoniada od dawna która wyszła tak jak powinna :).
    • Na boisku emocjonujący mecz, na szczęście Diaz celną główką zapewnił nam awans na 3-cie miejsce w tabeli.
    • Pod koniec meczu cała trybuna śpiewała "Auf wiedersein" ("Do widzenia" jakby ktoś nie kumał). Myślę, że kibicom Ruchu mogło się zrobić miło na sercu, jako że ktoś śpiewa ku nim po niemiecku (w końcu to naród Śląski).
     za www.wislakrakow.com
      W środę udało mi się zaliczyć podróż prawie idealną. Otóż w ramach Krakowskiego Pucharu Polski mierzyły się ze sobą drużyny Prądniczanki i Oldbojów Wisły Kraków. Zwabiony taką gratką nie zastanawiałem się długo, spakowałem manatki, wziąłem piątaka i oto co zobaczyłem:

      28.09.2011 r, 16:30, Okręgowy Puchar Polski
      Pradniczanka Kraków - Wisła Kraków Old Boys 1-0 (0-0)
      Widzów: 200
      Dojazd: 30 min autobusami
      Pogoda: 25C, słonecznie
      Bilet: 5 zł

      Bramki: 0
      Kibice: 0,5
      Pogoda: 0,5
      Infrastruktura: 0,5
      Emocje: 1
      SUMA: 2,5/5
      OPIS:
      • Stadion Prądniczanki to chyba najlepiej zamaskowany obiekt w mieście. Myślałem, że trafię do niego bez problemu a tu... Przy ulicy Majora, na której według moich danych mieścił się stadion była tylko hala sportowa. Po kilkukrotnym zaczepianiu przechodniów ustaliłem, że obiekt znajduje się gdzieś za kościołem w lewo (okazało się, że to ulica Boboli). Oczywiście obiekt z jednej strony przyłonięty kosciołem, z dwóch budynkami, a od ulicy wielkim banerem reklamowym (nie pamiętam co konkretnie reklamował) udało mi się namierzyć z nie małym trudem. Trochę wstyd, turysta stadionowy powinien czuć, gdzie iść :) Spóźniłem się 15 minut...
      • W druzynie oldbojów (pisownia jak na bilecie) grało kilku naprawdę znanych piłkarzy: Tomasz Kulawik, Marek Motyka, Andrzej Iwan, Ryszard Czerwiec a z młodszych Konrad Gołoś, Cleber i Marcin Kuźba. Na trybunach siedział (haha pochwalę się koło mnie) sam Kazimierz Kmiecik. W przerwie i po meczu piłkarze rozdawali plakaty i autografy kibicom (z których większość była młodsza od oldbojowskiej kariery :))
      • Zawodnicy Prądniczanki jako jedyna krakowska drużyna nie stracili jeszcze żadnych punktów - 7 zwycięstw w lidze i 4 w pucharze. Zaiste, imponujący wynik, choć z Wisła musieli się sporo natrudzić :).
      • Na trybunach zanotowałem koszulki: Wisły, Prądniczanki, Barcelony, Manchesteru United, Tottenhamu...
      • Stadion Prądniczanki dosłownie i w przenośni się sypie - zardzewiałe (jak to w ogóle możliwe?!) siedzenia, pełno liści i śmieci, prawdziwe siedlisko owadów - ogólnie stadion z klimatem :).
      • Młodzież prądnicka w liczbie około 5 (średnia wieku ok. 5 lat) dopingowała zażarcie swój zespół.
      • Obserwacje meczu w pierwszej połowie utrudniało ostre słońce. W drugiej połowie przeniosłem się wiec do cienia i stanąłem w sektorze gości.
      • Grę prowadziła Wisła, jednak jej akcje były zbyt "krakowskie" - za dużo podań i chęci wejścia do bramki. Gospodarze spokojnie czekali i jedną kontrą przesądzili losy awansu.
      • Piłkarze Wisły są sponsorowani przez Kuchnię "U babci Maliny"
      • Straty gospodarzy w tym meczu wyniosły dwie piłki - powędrowały one za murek, gdzie niestety czekały niemiłe psy... Cóż to jednak jest przy słodyczy zwycięstwa?
        ZDJĘCIA:

        środa, 21 września 2011

        Lider stracił punkty

        W samym środku tygodnia miałem do wyboru mecze IV ligi, Okręgówki i jeden Klasy A. Po wielu perturbacjach, nieustającej walce z czasem i korkami ostatecznie punktualnie o 16 stawiłem się na obiekcie w Skotnikach, gdzie u stóp charakterystycznej wieży ciśnień swój mecz rozgrywała miejscowa Pogoń i lider rozgrywek - Wiślanie Jaśkowice.

        21.09.2011 r, 16:00, Krakowska Liga Okręgowa gr. II
        Pogoń Skotniki - Wiślanie Jaśkowice 1-1 (0-1)
        Widzów: 100
        Dojazd: 1h autobusami
        Pogoda: 15C, pochmurnie
        Bilet: 5 zł

        Bramki: 0,5
        Kibice: 0,5
        Pogoda: 1
        Infrastruktura: 1
        Emocje: 0,5
        SUMA: 3,5/5


        OPIS:
        • Z nawału wszystkiego na początku meczu nie wiedziałem nawet kogo goszczą Skotniczanie, jednak w trakcie meczu kibice z Jaśkowiec dali o sobie znać i mnie uświadomili :).
        • Stadion Pogoni całkiem ładny, tylko niestety krzesełka są zbyt blisko siebie i musiałem siedzieć jak żaba - okrakiem. Dlatego drugą połowę spędziłem na odkrytej.
        • Za stadionem trwały zażarte prace budowlane (budowa nowej trybuny? Chyba jednak nie...), niektórzy kibice narzekali więc.
        • Na plakacie informującym o cenach widniała informacja o loterii - ja jednak żadnej nie zaobserwowałem...
        • Zasłyszane:
          Zagorzały kibic mobilizuje: "Po kolei panowie, najpierw żółta, potem czerwona, trzeba pokazać, kto tu rządzi!"
          Zirytowany, o wolno schodzącym zawodniku Wiślan: "No, jeszcze sędziego wycałuj".
          Do jednego z zawodników gości: "Nie klnij tyle ty poganinie, bezbożniku!".
          O sędzim: "Panie Fryzjer!", odpowiedź: "to nie Fryzjer, to asystent Fryzjera!"
        • Piłkarze Skotnik zagrali jak typowa polska drużyna: najpierw frajersko stracili bramkę, potem przez większość meczu bili głową w mur. O dziwo, jedna długa piłka przyniosła efekt bramkowa (co prawda przy udziale bramkarza gości, symulującego przed własnym polem karnym). Ostatni raz widziałem skuteczną akcję "wal i może wyjdzie"... no właśnie, nie pamiętam kiedy. Brawa dla strzelca!
        • Niestety, na trybunie zasiadły także komary (a raczej komarzyce).
        ZDJĘCIA:

          Byłem też oczywiście na starciu Wisła - GKS:

          19.09.2011 r, 18:30, Ekstraklasa
          Wisła Kraków - GKS Bełchatów 2-0 (0-0)
          Widzów: 11000
          Pogoda: 15C, bezchmurny wieczór
          Bilet: karnet

          OPIS:
          • Na trybunach rekordowo mało ludzi - wynikło to przede wszystkim z poniedziałkowego terminu meczu (dziękujemy telewizji i spółce ekstraklasa), a także nie najlepszej atmosferze wokół Wisły w ciągu ostatnich dni. Niemniej taka frekwencja wystarczyła na rekord kolejki :).
          • Doping chyba najlepszy w tym sezonie (poza APOELem), w niedzielę wielka mobilizacja bo przyjeżdża Ruch i zapełni pierwszy raz nasz sektor gości. W piątek rozgrzewka przed niedzielą czyli starcie futsalowców.