niedziela, 30 października 2011

Krakowiaczek (4)

Miesiąc za miesiącem, niepostrzeżenie mamy już prawie listopad i bliżej nam do końca rundy niż do początku. W ostatni tydzień października zaliczyłem tylko jeden mecz piłkarski, minimum zostało więc spełnione.

29.10.2011 r, 18:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Podbeskidzie Bielsko - Biała 0-1 (0-1)
Widzów: 13620
Pogoda: 10C, bezchmurny wieczór
Bilet: karnet

OPIS:
  • Pisanie o tym meczu to nie będzie żadna przyjemność. Piłkarze pokazali żenującą grę, brak ambicji i wszystko co najgorsze. Drugi raz w historii mały klub z Bielska przyjeżdża do jaskini lwa i drugi raz zwycięża. Nie nastraja to optymistycznie przed starciem z Fulham.
  • Na trybunach pustki, nasz doping przeciętny, momentami wręcz beznadziejny. Bielszczanie w niezłej jak na swoje możliwości liczbie i z głośnym dopingiem.
  • Po meczu przypomnieliśmy zawodnikom, że wynik derbów to rzecz święta. To starcie już za tydzień!

Nie byłem na żadnym meczu niższych lig, niemniej w środę planuję miły wyjazd do Czech na koszykarki. Nasze Panie nie zawiodły i w niedzielę pokonały Lidera Pruszków. Mecz był zaskakująco wyrównany, na szczęście Wiślaczki mają w składzie Erin Philips. Kibice z Pruszkowa w kilka sztuk nie prowadzili dopingu.
Erin Philips czyli wiślacki Michael Jordan.
Po tak przydługim wstępie przechodzimy do meritum. W październiku krakowskim klubom szło w kratkę. Na czele zestawienia tradycyjnie Wisła - jednak 6 punktów w 4 meczach to zdecydowanie zbyt mało, jak na mistrza Polski.  Drugie miejsce to odrodzony Hutnik, włączający się w walkę o 3 ligę. Drugi czwartoligowiec - Borek w październiku zawodził (w tym także pogrom na Suchych Stawach). Jednak najgorszą krakowską drużyna miesiąca zostaje Garbarnia - popularne "Garbulki" przegrały pięć meczy, zwolniły trenera Bukalskiego i szykują się do ciężkiej walki o utrzymanie. Oprócz Garbarni bez punktu w październiku zostały jeszcze aż cztery drużyny: Tyniec, Strzelcy i Bronowicki z B klasy oraz Gromowcy z klasy C. Na przeciwnym biegunie znaleźli się Zjednoczeni Branice - komplet pięciu zwycięstw napawa optymizmem. Warto odnotować pierwsze punkty outsiderów - zwycięstwo Wawelu i remisy Grzegórzeckiego i Albertusa. Te "sukcesy" niewiele jednak poprawiają ich stan posiadania i to właśnie te trzy zespoły zamykają tabelę generalną. Wspomnę też o słabej postawie Cracovii, która w rankingu jest już wyprzedzana nawet przez A klasowców - właśnie z Branic i z Prądnika. Ci ostatni wreszcie znaleźli godnego przeciwnika w postaci Partyzanta Dojazdów i w 12 kolejce stracili pierwsze punkty.
 

Tabela ogólna:

niedziela, 23 października 2011

Kraków - Modlnica 7-4


Błękitni Modlnica - przed tym tygodniem niewiele mówiła mi ta nazwa. Jednak zupełnym przypadkiem w ten weekend widziałem mecze pierwszej i drugiej drużyny w jakże zaciętych meczach klasy A i C. Zaliczyłem mecze na dwóch znanych mi, nieodległych stadionach - Zwierzynieckim i Bronowiance.

20.10.2011 r, 18:00, Liga Europy
Wisła Kraków - Fulham FC 1-0 (0-0)
Widzów: 16500
Pogoda: 7C, bezchmurny wieczór
Bilet: 29 zł

OPIS:
  • Moda na mecze już trochę przeminęła - widoczne łysiny na trybunach. Następny planowany wzrost publiczności - mecz z Twente (jeżeli jeszcze będzie o coś) lub mecz z Lechem w przysłym roku.
  • Niestety nie widziałem czerwonej kartki dla Fulham ani dla Wisły, ani także bramki :).
  • Wisła ma jeszcze szanse wyjść z grupy - serce podpowiada, że wyjdzie, rozum jest sceptyczny.
  • Niemiłym akcentem była awaria oświetlenia - wstyd na całą Europę...

22.10.2011 r, 14:00, Krakowska A Klasa grupa II
Zwierzyniecki KS - Błękitni Modlnica 1-1 (0-1)
Widzów: 50
Pogoda: 5C, pochmurnie, wietrznie
Dojazd: 20 min autobusem i spacer przez Błonia
Bilet: brak

Bramki: 0,5
Kibice: 0,5
Pogoda: 0,5
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 3/5


OPIS:
  • Stadion Zwierzynieckiego to jeden z najbadziej charakterystycznych w tej części Europy. Dla każdego turysty stadionowego podróżującego po Krakowie pozycja obowiązkowa!
  • Na szczęscie byłem już kiedyś na tym obiekcie, więc mimo ukrycia za drzewami trafiłem bezbłędnie (niestety z kilkunastominutowym opóźnieniem - zdążyłem jednak na pierwszego gola).
  • Zwierzyniecki KS to jeden z najbardziej zasłużonych klubów w Krakowie. Powstał w 1921 jako zbuntowana sekcja Cracovii, jest dzisiaj jedynym krakowiskim klubem, który rozgrywa swoje mecze bezpośrednio u źródeł ruchu footballowego w Grodzie Kraka - mianowicie na Błoniach. Z okazji 90-lecia klubu organizowana jest wystawa traktująca o historii tego klubu - chyba pójdę oglądnąć :).
  • Faworytem meczu zdecydowanie byli gospodarze - mimo że są beniaminkiem. Jednak jak to zwykle bywa to goście strzelili po składnej akcji bramkę i faworyt musiał odrabiać straty.
  • W największe emocje obfitowały końcówki połów. W pierwszej rzut karny dla Zwierzynieckiego - ofiarna obrona "na raty" bramkarza (co prawda strzał w środek bramki ale i tak duże brawa). Drugi karny na początku drugiej był już celny (a'la Panenka), około 90 minuty po wcześniejszym zmarnowaniu przez Zwierzynieckiego kilku okazji typu "trzech na jednego i strzał obok bramki" nastapiło spięcie na linii kopiący z kolegami kontra kopnięty z kolegami. Mimo, że poszkodowanym był zawodnik z Modlnicy, sędzia potraktował gości dwoma, a gospodarzy tylko jedną żółtą kartką.
  • Trener Zwierzynieckiego to choleryk - nie wahał się wrzeszczeć nawet na sędziego (za co został jednak upomniany). Patrząc na niego miałem skojarzenia ze srogim nauczycielem WF-u :).
  • Na trybunach: zaobserwowałem kilku przedstawicieli Modlnicy (chociaż po bramce dla Błękitnych brawo biła cała trybuna), obecnych także czterech szalikowców Zwierzynieckiego, ich doping sporadyczny, wspomagany (napoje wyskokowe).
  • Cytat dnia: "Grając na własnej połowie nie można strzelić bramki". Wypada się tylko zgodzić i dodać, że zawsze może być samobój :).
ZDJĘCIA:

23.10.2011 r, 11:00, Krakowska C Klasa grupa II
Bratniak II Kraków - Błękitni II Modlnica 6-3 (2-1)
Widzów: w porywach 15
Pogoda: 7C, pochmurnie
Dojazd: 15 min autobusem
Bilet: brak

Bramki: 1
Kibice: 0
Pogoda: 0,5
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 0,5
SUMA: 2,5/5



OPIS: 
  • Szlagierowo zapowiadający się mecz C klasy między rezerwami Bratniaka a rezerwami Błekitnych rozgrywano na stadionie Bronowianki (Bratniak jest bezdomny, pierwsza drużyna gra na Nadwislanie, gdzie już w tym sezonie byłem LINK).
  • Przed meczem nie miałem pojęcia, kto jest faworytem, jednak z tego, co słyszałem, Bratniak ostatnie cztery mecze wygrał.
  • KS Bratniak to akademicki klub piłkarski związany z UJ. Z tego powodu więc popularni "Akademicy" grali w zielonych kostiumach.
  • Pierwsza bramka dla gospodarzy to piękny strzał dziesiątki w samo okienko. Gdy wydawało się, że następne bramki są tylko kwestią czasu, niespodziewanie Błękitni wyrównali (obrońcy Bratniaka postanowili widocznie poobserwować, czy napastnicy gości trafią nieatakowani do bramki -eksperyment się powiódł).
  • W momencie drugiego trafienia dla gospodarzy emocje się skończyły - Bratniak kontrolował grę. W drugiej połowie gospodarze powinni strzelić znacznie więcej bramek, jednak 4 gole i tak usatysfakcjonowały mnie.
  • Błękitni mieli pechowy weekend - najpierw dwa karne przeciwko nim w meczu pierwszej drużyny ze Zwierzynieckim, teraz dwa karne w meczu rezerw - tym razem oba celne.
  • Na meczu poznałem bardzo miłego kibica Wisły :). Niestety, nie wiedział on, jakie drużyny grają i tylko krzyczał "Do boju zieloni!". Wiedział za to, że najlepszym graczem Wisły jest Dudu Bidon i że dzisiaj Wisła gra z ŁKS. Pozdrowienia dla tego Pana :).
  • Statystyki meczowe: bramki: 6-3 dla Bratniaka, słupki i poprzeczki: 3-2 dla gospodarzy, zmarnowane "setki": ok. 10-0 dla Akademików, spalone słuszne i niesłuszne: 5-3 na niekorzyść sędziego, ilość osób pijących do niepijących: ok 5-5, zbite szklanki kontra niezbite szklanki: 1-6.
  • Mecz oglądało w porywach 15 osób, jednak od początku do końca tylko ja i mój znajomy Wiślak :).
ZDJĘCIA:

niedziela, 16 października 2011

Lisiecka kiełbasa lepsza od piłkarzy.

W środku tygodnia miałem zamiar wybrać się na mecz Garbarni. Każdy, kto choć raz był na boisku przy Rydlówce wie, że panuje tam wspaniała atmosfera i że ludwinowscy kibice (Młode Lwy, bynajmniej nie chodzi tu o wiek) są jednymi z lepszych w Krakowie. Jako że popularne Garbulki muszą grać na Suchych Stawach, przejechałem pół Krakowa żeby usłyszeć, że mecz jest o 18 a nie o 14. Niestety, taka pora mnie nie urządzała i musiałem obejść się smakiem. Niemniej sobota i niedziela zapowiadały się wyjątkowo sportowo...

15.10.2011 r, 18:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Jagiellonia Białystok 3-1 (0-0)
Widzów: 15323
Pogoda: 7C, bezchmurny wieczór
Bilet: karnet

OPIS:
  • Przed meczem piłkarzy, niejako na rozgrzewkę, byłem na koszykarkach. Rozgromiły one ŁKS (po pierwszej połowie zanosiło się nawet na setkę). W ogóle na hali był pracowity dzień - koszykarki, potem siatkarki i koszykarze.
  • To miał być wyjątkowy mecz - po kilku latach nareszcie doczekaliśmy się w pełni otwartego nowego obiektu. Jednak święto zostało trochę popsute przez małą frekwencją (ledwo połowa stadionu).
  • Przed meczem odbyła się uroczystość uhonorowania legendy Wisły Kraków - Henryka Reymana - koszulka z jego nazwiskiem została wywieszona pod sam dach stadionu (można się w sumie przyczepić do małej widoczności koszulki - tuż obok telebimu). Tutaj znajdziecie obszerną biografię legendy: LINK, dla leniwych napiszę tylko, że Henryk Reyman to pierwszy król strzelców polskiej ligi (niepobite do dziś 37 goli), grał w Wiśle jako kapitan w latach 1910 - 33, był żołnierzem w czasie wojen z bolszewikami, Ukraińcami i podczas II wojny światowej. Do historii przeszło starcie derbowe z Cracovią w 1925 - kapitan Wisły grał wtedy świeżo po kontuzji (trzy dni wcześniej miał jeszcze nogę w gipsie). Po pierwszej połowie Wiślacy przegrywali 1-5, jednak dzięki niesamowitej determinacji zdołali w drugiej odsłonie doprowadzić do remisu. Mecz ten stał się legendą, tak samo jak słowa Reymana w przerwie: "(...) Nikt nie wymaga od was samych zwycięstw. Czasem i przegrać przychodzi. Ale każdy ma prawo żądać od was ambitnej i nieustępliwej walki. Nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali was za niegodnych... podania ręki."
  • Tuż przed pierwszym gwizdkiem minutą ciszy uczciliśmy pamięć tragicznie zmarłego kibica Jagiellonii, który zginął w dordze na mecz.
  • Goście stawili się dosyć licznie, zaczęli dopingować pod koniec spotkania (protest), jako że Jaga to nasza była zgoda, nie było żadnych bluzgów.
  • Nasz doping całkiem niezły, nowy gniazdowy wprowadził długie "lalala" (gdzieś tak 20 minut śpiewane). W drugiej połowie daliśmy znać trenerowi Maaskantowi, że wolimy w składzie młodych Polaków niż podstarzałych Holendrów (niemniej nie sądzę, żeby Robert się tym przejął).
  • Goście prowadzili, jednak w końcówce to Wisła przycisnęła - dało to wymierne korzyści. Wiele kontrowersji wywołała wyrównująca bramka naszej drużyny - szczerze mówiąc nie widziałem dokładnie, potem był już tylko szał radości :).
Flaga "Henryk Reyman"

W tym miejscu chciałem pozdrowić kibica Śląska - Szymona - i zareklamować jego groundhopperski blog: "Na trybunie" - na pewno znajdziecie tam wiele ciekawego. Polecam!

Niedzielne przedpołudnie, pierwsze w tym roku z ujemną temperaturą, postanowiłem wykorzystać na wyjazd do Liszek. Jest to mała podkrakowska miejscowość, której nazwa wzięła się od grzybów - w dzisiejszych czasach zwanych kurkami. Jednak to nie z nich najbardziej znany jest ten region, lecz z wędlin. Kiełbasa lisiecka, niedawno wpisana do rejestru UE jako produkt regionalny, jest niewątpliwie pyszna (gorąco polecam szczególnie tym, którzy nie wyobrażają sobie meczu bez kiełby). Byłem więc ciekaw, czy jakość lisieckiej piłki może się równać z jakością kiełbasy :).

16.10.2011 r, 11:00, Krakowska A klasa grupa II
Liszczanka Liszki - Victoria Kobierzyn 2-3 (0-1)
Widzów: 70
Pogoda: 5C, słonecznie
Dojazd: 1h autobusami i tramwajem
Bilet: brak

Bramki: 1
Kibice: 0
Pogoda: 0
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 2,5/5


OPIS:
  • Zdecydowanym faworytem meczu była Liszczanka - jednak ambitny cel awansu oddalił się znacznie, bo to Victoria była lepsza.
  • Goście zapoznali się ze statystykami, z których wynika, że kto strzeli pierwszą bramkę, zwykle nie przegrywa. Postanowili więc huraganowo zaatakować od początku i przyniosło to bramkę już około drugiej minuty..
  • Piłkarze z Kobierzyna (na żółto) grali, jak na warunki A klasy, bardzo ładną piłkę. Gdybym miał talent wizualny Jacka Gmocha, rozrysowałbym ich taktykę, jednak poprzestanę na opisie: agresywnie grający dwaj środkowi pomocnicy po odbiorze zgrywają do cofającego się napastnika (tzw. pivota), który błyskawicznie zgrywa prostopadle (na wolne pole) do skrzydłowego, który celnie centruje. Kilka razy ta akcja wyszła niemal perfekcyjnie - goście byli jednak łapani na spalonym.
  • W porównaniu z Victorią gospodarze poruszali się cokolwiek leniwie. Do odrabiania strat ruszyli w drugiej połowie, jednak nadziali się na kontrę i z 0-1 zrobiło się 0-2. Gdy już wydawało się, że jest po meczu, Liszczanka strzeliła wreszcie kontaktowego gola.
  • Trzecia bramka dla gości to poezja - wzorowa kontra. Liszki tak zaangażowały się w atak, że nie zostawiły NIKOGO oprócz bramkarza na własnej połowie. Zawodnicy Kobierzyna wyszli do kontry czwórką i jeden z nich pięknym strzałem z ok. 30 metra przelobował bramkarza.
  • Bramki na 2-3 nie widziałem zbyt dokładnie, musiałem się spieszyć na autobus (następny był za pół godziny, a dłuższe stanie na przystanku groziłoby przeziębieniem).
  • Obiekt Liszczanki, położony w charakterystycznym dla wielu polskich miejscowości miejscu, czyli za kościołem, okazał się całkiem zadbany. Zająłem miejsce na trybunie z krzesełkami, z której schodząc w cywilizowany sposób po schodkach można się było spotkać z płotem okalającym boisko. Obok mnie siedział tutejszy ekspert - muszę przyznać że całkiem dobrze obeznany - jednak nie mogę mu wybaczyć, że nie poczęstował mnie biszkoptami (okazuje się, że od oglądania piłkarzy można porządnie zgłodnieć).
  • Miejscowa młodzież zabawiała się typowo - petardy, alkohol, skutery i latanie za wybitą przez gości piłką :).
  • Niestety, mój aparat nie miał ochoty oglądać spotkania i szybko się rozładował - z tego wynika tak mała ilość zdjęć. Dla spragnionych więcej LINK.

ZDJĘCIA:

    wtorek, 11 października 2011

    Dąb złamany przez Błyskawicę.

    Aż dziewięć dni trwała moja przerwa w zwiedzaniu stadionów. Zmobilizowany tak dużą przerwą (mimo obecności na dwóch meczach koszykarek Wisły) postanowiłem pojechać w dosyć długą jak na moje warunki trasę, na którą w dodatku nie mam czasu :). Wybór padł na nowohuckie osiedle Wyciąże - właściwie najdalej od mojego domu położony obiekt leżący jeszcze w Krakowie. Tak więc na rubieżach miasta rozegrał się interesujący pojedynek B klasy między LKS Błyskawicą i Dębem Zabierzów Bocheński. Niestety, z powodu zagubienia się pewnego bardzo ważnego kabla zdjęcia zostaną dodane później... (tylko dzień później przyp. red)

    09.10.2011 r, 11:00, Wielicka Klasa B
    Błyskawica Wyciąże - Dąb Zabierzów Bocheński 3-1 (1-0)
    Widzów: 50
    Dojazd: 80 min tramwajami i autobusami
    Pogoda: 11C, pochmurnie
    Bilet: brak

    Bramki: 0,5
    Kibice: 0
    Pogoda: 0,5
    Infrastruktura: 0,5
    Emocje: 0,5
    SUMA: 2/5


    OPIS:
    • Niedzielny poranek był wyjątkowo zimny - na szczęście zawczasu zadbałem o dodatkową bluzę na grzbiecie i nie zmarzłem tak bardzo.
    • Zawodnicy Dębu dysponowali długimi rękawkami, natomiast gospodarze mieli tylko krótkie - jak widać nie miało to wpływu na wynik. Stroje obu ekip nasuwały skojarzenie z derbami Pomorza.
    • Na trybunach mało ludzi - chociaż i tak nieźle jak na B klasę. Frekwencję podciagnęli trochę młodzi piłkarze z Czarnkowic, którzy na 10 minut przed końcem pojawili się na obiekcie (widocznie rozgrywali potem mecz z tubylcami).
    • Jednym z głównych powodów niepokoju trybun były nadciągające chmury - jako że obiekt na Wyciązu nie dysponuje dachem. Inni przejmowali się słabiutką postawą sędziego, równie beznadziejną graczy Dębu czy też kto z kim i ile ma się napić :).
    • Obecni przyjezdni z Zabierzowa - szczególnie jeden zagorzały fan ciągle pomstował do swoich zawodników. Jak trafnie podsumował ów pan, obrona Dębu była warta najwyżej 5 złotych. Zresztą atak Zabierzowian też wyjątkowo ospały.
    • Zawodnikom Błyskawicy wystarczyło do zwycięstwa tylko dwóch niezłych piłkarzy - kapitan z dwójką (blondwłosy Puyol) i napadzior z dychą (autor asysty i bramki) - cała reszta była tylko co najwyżej ambitna. Jednak brawa należą się oczywiście całej drużynie.
    • Doping sporadyczny: parę razy zabrzmiała najpopularniejsza pieśń polskich stadionów (Nic się nie stało) czy też równie popularne: Kto wygrał mecz? LKS! LKS! Błyskawica!

    ZDJĘCIA:

      Na koniec miła niespodzianka. Otóż największa sława polskiego groundhoppingu Krzychu (żeby nie być gołosłownym: w tym sezonie zobaczył już 36 meczów w 6 krajach) zareklamował mojego bloga na swojej witrynie - o właśnie TUTAJ. Jest mi niezmiernie miło, że tak doświadczony turysta stadionowy zauważył moje dosyć mało efektowne początki - przyznam się szczerze, że tworząc tę stronę wzorowałem się właśnie na Krzychu i na rZeZnikach ze strony kartofliska.pl. Wypada mi tylko zapewnić, że moja mobilizacja turysty stadionowego wzrosła niebezpiecznie i że będę z jeszcze większą przyjemnością tworzył tego bloga. Oczywiście jeszcze raz polecam stronę myfootballway.com - aż roi się tam od ciekawych relacji. Pozdrawiam i do zobaczenia na piłkarskim szlaku!

      poniedziałek, 3 października 2011

      Krakowiaczek (3)

      Piłkarski wrzesień już za nami. W krakowskich ligach sezon w pełni, trwa zażarta walka, powoli krystalizują się już faworyci. W tym miesiącu byłem na 9 meczach: 3 to starcia pierwszej drużyny Wisły Kraków (z pewnością na długo zapadnie mi w pamięć pojedynek z Ruchem), 7 zaś podróże po krakowskich boiskach, na których nigdy jeszcze nie byłem. Zaliczyłem między innymi stadion Prądniczanki - jedynej jak na razie krakowskiej ekipie z absolutnym kompletem punktów 7 zwycięstw ligowych i 4 pucharowe. Jako że zespół z Prądnika gra na co dzień w A klasie, ten imponujący wynik daje dopiero 4 miejsce w tabeli ogólnej. Prowadzi, rzecz jasna Wisła, która we wrześniu zaliczyła komplet punktów (passa już została przerwana, zanotowaliśmy porażkę w Warszawie). Wysoko w tabeli września są oczywiście Garbarnia i Cracovia, jednak ogólnie te zespoły plasują się na 3 i 7 miejscu. Wiceliderem jest Borek, który dzielnie poczyna sobie w IV lidze (we wrześniu 6 meczów bez porażki). trochę zastopowała Clepardia, wrzesień nie był też udany dla Hutnika, w którym pracę stracił trener. Z niższych lig komplet punktów uzyskali A-klasowi Zjednoczeni Branice i B-klasowa Wanda. Z drugiej strony tabeli bez punktów we wrześniu pozostali Albertus, oraz tradycyjnie już Wawel i Grzegórzecki, którzy dostają lanie od każdego. Musze więc w końcu obejrzeć ich spotkanie w ramach hasła "Spieszmy się kochać najgorszych, tak szybko mogą zdobyć punkty."


      Tabela ogólna: