Środa to tradycyjnie już Puchar Polski. Jako że dzień wolny, to trochę dłuższy wojaż. Mianowicie górskie okolice czyli Wadowice.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puchary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puchary. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 września 2013
czwartek, 22 sierpnia 2013
Wola strzeliła gola!
Pucharowa środa - tym razem okręg chrzanowski. Niech się wszystkie Legie i Barcelony w telewizji schowają.
środa, 21 sierpnia 2013
Wartki mecz.
Ciężki jest chleb obieżyświata - raz suchy, a raz mokry i błotnisty. Tym razem spadłem pod rynnę do Jeziorzan, gdzie miejscowa Wisła (jedna z 33-ech w kraju) podejmowała Queen's Park Rangers Pogoń Skotniki.
czwartek, 15 sierpnia 2013
Remanenty: Radziszów
Radziszów - takie małe cuś nieopodal Skawiny (odezwał się Krakus co?) - znane głównie z uzdrowiska. No i oczywiście z lokalnej dumy gminy - Radziszowianki.
niedziela, 30 czerwca 2013
Wielkie emocje w Stryszawie.
piątek, 28 czerwca 2013
Koniec passy, początek wakacji.
Czwartkowe mecze stały się oficjalnie nową świecką tradycją. Tym razem gościłem na finale Okręgowego Pucharu Polski na szczeblu krakowskim...
środa, 26 września 2012
A jednak bez niespodzianki.
Susza, panowie, susza! W tą środę mogłem wybierać jedynie spośród trzech meczy blisko Krakowa, a więc zdecydowałem się na najdalszy i najciekawszy moim zdaniem wyjazd - do Kalwarii, na półfinał wadowickiego PP.
czwartek, 20 września 2012
Lepiej mądrze stać...
...niż głupio biegać. Taka idea przyświeca kilkudziesięcioletnim piłkarzom Wisły Kraków Old boys, którzy już drugi raz starają się podbić Puchar Polski. Tym razem była to już runda czwarta, rywalem zaś - Błękitni Modlnica.
środa, 19 września 2012
Mokre Rybitwy.
Rybitwy to niewielki skrawek Krakowa, położony tuż za Płaszowem. Nie wiem, skąd wzięła się ich nazwa - osobiście nie zaobserwowałem tam żadnych morskich ptaków, a jedynie piłkarzy...
środa, 5 września 2012
Rąbanka po krakowsku.
Jeżeli zapytasz się jakiegoś starego krakusa o ten rejon miasta, niewątpliwie odpowie "Dąbie? Dąbie was zarąbie". Tak też było i tym razem, przekonali się o tym piłkarze Wieczystej...
środa, 1 sierpnia 2012
W mieście Piwoszy.
Puchar tysiąca i jednej drużyny powoli rozkręca się. Pod koniec lipca do gry wkraczają już pierwszo-(de facto drugo-)ligowcy. Niewątpliwie taką drużyną jest Okocimski KS. Co do Polonii Bytom... Zawieszeni między dwoma poziomami rozgrywkowymi na kilka dni przed ich inauguracją - to jest możliwe tylko w Polsce. Ale jak śpiewają Bytomianie - trzeba zapierdalać :).
piątek, 27 lipca 2012
Silesia.
Wrocław - stolica Śląska. WKS Śląsk - duma Wrocławia. Zielono - biało - czerwoni rozpoczynali wczoraj batalię o ligę mistrzów, a na trybunach mogli oczywiście liczyć na wsparcie zgodowiczów :). Wstyd się przyznać ale to dopiero mój pierwszy raz we Wrocławiu....
czwartek, 14 czerwca 2012
Obrońca trofeum dalej w grze.
Pokusa oglądnięcia w telewizji dwóch meczów na najwyższym poziomie i beznadziejna pogoda to zdecydowanie zbyt mało, żeby nie wybrać się na małą wycieczkę. Oczywiście, zdecydowałem się na najbliższy mi stadion. Okazał się nim przytkowicki obiekt 4-ligowego Sokoła.
Sokół Przytkowice - Limanovia Limanowa 0-1 (0-0)
Widzów: 100
Dojazd: 1h pociągiem
Pogoda: 20C, deszczowo
Bilet: 5 zł ulgowy
Bramki: 0
Kibice: 1 (doping!)
Pogoda: 0,5
Infrastruktura: 0,5 (toalety!)
Emocje: 0,5
SUMA: 2,5/5
OPIS:
- Przytkowice - wieś niedaleko Kalwarii Zebrzydowskiej, znana szerzej zwolennikom clubhoppingu (mieści się tu słynny klub Energy - bodajże największy w Małopolsce).
- Dojazd - pociąg. Oczywiście kupiłem bilet do Spytkowic a nie Przytkowic, ale miła pani konduktor udała, że nie widzi ;).
- Stacja kolejowa "Przytkowice" mieści się w Zebrzydowicach, dosyć daleko od stadionu Sokoła. Niezwykle gościnny mieszkaniec podwiózł mnie jednak, więc załapałem się na początek. Wielkie dzięki!
- Doping: nareszcie był. Limanovia - obrońca trofeum - stawiła się w sile 15 osób (plus kierowca), przez cały mecz dosyć głośno krzyczała i melodyjnie śpiewała. Jedna flaga MKS-u, a także jedna flaga (?) Sokoła. Gospodarze dosyć liczni, w końcu najważniejszy mecz w historii klubu. Bez zorganizowanego dopingu.
- Stadion: cóż, przed meczem i po meczu dosyć mocno padało, więc ogólne błotko. Miła, drewniana trybunka, kilka ławek. Kibice gości zapadali się. Na plus toalety :).
- Na boisku: pierwsza połowa to rozpoznawanie rywala. Koło 60 minuty MKS otrzymuje zasłużoną czerwoną kartkę i wreszcie zaczyna grać. Po rzucie wolnym Limanovia wykorzystuje złe ustawienie Sokoła i dobija piłkę do bramki. Gospodarze starali się do końca wyrównać, jednak widać było różnicę klasy i ich wysiłki wprowadzały niewiele zamieszania.
- Zawodnicy Limanovii na pośladkach noszą dumnego sponsora "Marina". Powiedzenie o dupie Maryny nabrało nowego znaczenia.
- Na stadionie działał nieoficjalny livescore meczu Portugalia - Dania. Goście ograniczyli się do żartów na temat naszego selekcjonera.
- Po meczu: zawodnicy MKS-u podziękowali ładnie swoim fanom. Mnie czekała jeszcze długa i mokra podróż powrotna, zdążyłem jednak na drugą połowę Holandia - Niemcy.
- Finał już za tydzień w Bochni, Limanovia zagra z Karpatami Siepraw.
ZDJĘCIA:
niedziela, 22 kwietnia 2012
Jazda z motorem!
Lenistwo wiosenne osiąga apogeum. Przez święta nie byłem na żadnym meczu, po świętach też kiepsko. No ale wypada coś napisać:
10.04.2012 r, 20:30, Ćwierćfinał Pucharu Polski
Wisła Kraków - Ruch Chorzów 3-1 (1-0), karne 5-6
Widzów: 6600
Pogoda: 10C, mżaweczka
Bilet: 15 zł
OPIS:
- Oj wielu niedowiarków w Krakowie. Na trybunach tylko 6600 osób, większość w młynie...
- Ruch bardzo dobrze ok. 1000 głów. Skłaniam się do teorii, że to właśnie Niebiescy ostatnio najlepiej jeżdżą w Polsce. Ich doping ok.
- Nasz doping chyba najlepszy w sezonie - przynajmniej ja bawiłem się przednio.
- Na boisku wreszcie zapieprzanie i ciśnięcie. Trochę pechowo, trochę przez sędziego (nie uznał dwóch naszych bramek, karny dla HKS z kapelusza), trochę przez nieskuteczność nie udało się naszym wygrać. Potem dogrywka i karne - wiadomo, emocje. Szkoda, w przyszłym sezonie jedyny puchar w jakim zagramy to Puchar Polski.
14.04.2012 r, 15:45, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Łódzki KS 3-2 (2-0)
Widzów: 15000
Pogoda: 15C, miło
Bilet: karnet
OPIS:
- Zdążyłem na ostatnie 20 minut meczu. Przez zdarzenia ode mnie niezależne nie mogłem być na zlocie :(.
- ŁKS przyjechał w przyzwoitej jak na nich liczbie, słaby doping.
- U nas akcja ultrasów - na D zasiadł młody młyn, który z impetem odpowiadał starym a nawet sam zaczynał przyśpiewki :). Serce rośnie.
- Na boisku - początkowo relacja live w necie - 3 bramki Genkowa. Gdy wchodziłem na stadion ŁKS strzelał na 3-2. Piłka jest przewrotna, ale utrzymanie już mamy!
18.04.2012 r, 17:00, 2 liga wschodnia, stadion Wawelu
Garbarnia Kraków - Motor Lublin 1-1 (0-0)
Widzów: 300
Pogoda: 20C, pochmurnie
Dojazd: 20 min tramwajem
Bilet: 5 zł
Bramki:0,5
Kibice: 0,5
Pogoda: 1
Infrastruktura: 1
Emocje: 0,5
SUMA: 3,5/5
OPIS:
- To mój drugi mecz Garbulek w tym sezonie. Tym razem gościłem na obiekcie Wawelu, gdyż Suche Stawy są modernizowane przed Euro. Mam nadzieję, że już wkrótce Młode Lwy zagrają u siebie na Rydlówce.
- Gospodarze z 15 osobowym, siedzącym młynem i trzema flagami. Specjalizacją tutejszego kibica są znane przyśpiewki w wersji light np. Jazda z Motorem! Garbulki jazda z Motorem! Niestety, zmotoryzowanych kibiców brak (na Wawel mogą wejść tylko turyści).
- W tabeli wyżej Motor (grający na licencji Spartakusa). Jednak to Garbarnia była faworytem moim skromnym zdaniem.
- Bilety w ciągu dwóch miesięcy potaniały o złocisza. Brawo!
- Stadion Wawelu to jeden z moich ulubionych w mieście. Niestety, aparat został w domu i na fotki trzeba będzie poczekać.
- Na boisku: Garbarnia miała przewagę, jednak była nieskuteczna. W drugiej połowie wreszcie dopięła swego, jednak nie udało jej się podwyższyć (słupki, poprzeczki). Motor grał niemrawo, ich zawodnik dostał drugą żółtą za zbyt wczesne rozpoczęcie gry (sędziego pojebało chyba). O dziwo to oni strzelili przypadkową bramkę po kontrze. Bogini Temida znowu nie zaszczyciła nas swoją obecnością.
- Nie ma to jak atmosfera na meczach Garbarni. Dym - nie z rac ale z kiełbasek, przerwę umilał nam sławny zespół Brathanki i Grek Zorba, a na zakończenie hymn lat minionych - Ludwinowskie Tango. Średnia wieku na trybunach znacznie przewyższała moje IQ.
Wkrótce relacja z największych derbów tego świata :). To będzie mój 50 mecz w tym sezonie. Aktualnie lecę na mecz koszykarek, pokrzyczeć trochę i pooglądać 50-osobową wycieczkę pewnej znanej firmy obuwniczej. Pozdrawiam!
środa, 4 kwietnia 2012
Piłka wąskotorowa
Uczczenie imienin miesiąca to dostatecznie dobry powód na wycieczkę. Pech chciał, że była to wycieczka w okolice stadionu Tramwaju Kraków i nie mając wyboru...
Tramwaj Kraków - Borek Kraków 2-5 (0-3)
Widzów: 50
Pogoda: 20C, słonecznie
Dojazd: 30 min autobusami
Bilet: brak
Bramki:1
Kibice: 0,5
Pogoda: 1
Infrastruktura: 1
Emocje: 0,5
SUMA: 4/5
OPIS
- Tramwaj, jak sama nazwa wskazuje to klub krakowskich kierowców, wożących kibiców i turystów stadionowych z jednego krańca miasta na drugich. Ich praca nie jest na co dzień doceniana więc z tego miejsca chcę Ich pozdrowić i podziękować za wierną służbę społeczeństwu. Przybijamy zgodę!
- Obiekt TS znajduje się w jednej z moich ulubionych dzielnic - Dębnikach. Do tego dochodzi słoneczko, świąteczne wolne i całkiem udany wypad zaliczony :). Obiekcik klimatyczny, z wyznaczonym WC (luksus!), z tablicą świetlną (rozpusta!)
- Mecz w środę to z pewnością puchary - w tym przypadku półfinał Okręgowego Pucharu Polski Podokręgu Kraków. Piątoligowy Tramwaj mierzył się z czwartoligowcem z Borka.
- Na trybunach tylko nabardziej spragnieni. Zająłem miejsce koło miejscowychy młodzików - baaardzo sporadyczny doping, zero kultury u młodzieży - prawdopodobnie spowodowane odwołaniem treningu. Nawiązałem kontakty z dwoma fanatykami Borku. Starsi Panowie Dwaj jeżdza na kazdy mecz swojej drużyny, widać było, że to fachowcy. Odbnotowałem cztery kobiety i jednego młodego piłkarza w barwach Wisły.
- Na boisku - mimo pogody nie sprzyjającej do gry piłkarze stworzyli dobre widowisko. Pierwsze uderzenie Borka to bomba a'la Ronaldo Kirm i piłka trzepocze w sieci. Trzeba pochwalić Tramwaj, bo chłopaki ambitnie walczyli i Borek właściwie tylko wegetował, podczas gdy gospodarze grali. Piłka jeszcze raz okazała się ślepa - to Borek w końcówce pierwszej odsłony strzelił dwie bramki - przy pierwszej obrona gospodarzy przypminała wykolejony tramwaj, przy drugiej zawodnikowi z Borku ewidentnie zeszło i wyszedł piękny lob. Do przerwy 0-3.
- Fajrant młodzi kibice spędzili na boisku, uganiając się za piłką (co za paskudne hobby ten futbol). Ja natomiast słuchałem wspomnień ze sławetnego meczu Tramwaj - Borek, za czasów szóstej ligi (dla niekumatych - czasy tuż po wojnie z bolszewikami). Otó to historyczne wydarzenie rozpoczęło sie od 4-0 dla Borku, a skończyło się 5-4 dla Tramwaju. Ciekawym tematem był też planowany najazd Hutników na Borek - kibic A zadeklarował, że zostawi swóje autko w garażu - bardzo słusznie.
- Niestety, koło 60 minuty musiałem się zwijać... Widziałem jeszcze dwie bramki Tramwaja - jedna nie uznaną. Mecz zakończył się typowym 5-2, o czym dowiedziałem się od znajomego tramwajarza ;).
ZDJĘCIA
poniedziałek, 26 marca 2012
Lalalalalalala, **** **** ****...
Tytuł to słowa hitowej przyśpiewki z wyjazdu do Chorzowa. Dla dobra czytelników ocenzurowałem ją troszkę - wtajemniczeni i tak wiedzą o co chodzi, a przecież należy szerzyć kulturę a nie wulgarne przyśpiewki na polskich stadionach :). W ciągu tego tygodnia dwa mecze Wisełki i leniwa sobota - miałem tyle ambitnych (także piłkarskich) planów, ale znowu nic z nich nie wyszło...
20.03.2012 r, 18:30, 1/4 Pucharu Polski
Wisła Kraków - Lech Poznań 1-0
Widzów: 15000
Pogoda: 10C
Bilet: karnet
Tutaj świetna przyśpiewka, którą przypomnieliśmy sobie na meczu z Lechem.
20.03.2012 r, 18:30, 1/4 Pucharu Polski
Wisła Kraków - Lech Poznań 1-0
Widzów: 15000
Pogoda: 10C
Bilet: karnet
OPIS:
- Mecz o wiele spokojniejszy niż kilka dni temu, upłynał nam na ćwiczeniu starych-nowych przyśpiewek, hitem była przerobka "Glory glory Alleluja" o ulubionym piłkarzu krawkowskich trybun - Manuelu Kolumbijskim Palcu A.
- Goście zakaz za Bydgoszcz.
- Piłkarze powinni wygrać i z 5-0, ale nikt po meczu nie miął do nich pretensji. Bramka Genkowa palce lizać.
- Przez cały mecz na obiekcie miła zabawa - nie potrzebujemy gości ani dobrego meczu, żeby prowadzić dobry doping :).
Tutaj świetna przyśpiewka, którą przypomnieliśmy sobie na meczu z Lechem.
25.03.2012 r, 17:00, Ekstraklasa
Ruch Chorzów - Wisła Kraków 1-0 (0-0)
Widzów: 11000 (1000 gości)
Dojazd: 2,5 h pociągiem
Pogoda: 15C, słonecznie
Bilet: 25 zł
Bramki: 0
Kibice: 1
Pogoda: 1
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 3,5/5
OPIS:
- Bileciki rozeszły się błyskawicznie - w końcu to nasz najbliższy wyjazd. Inna sprawa, że taki skrawek papieru z wypisanym na odwrocie imieniem i nazwiskiem trudno nazwać biletem...
- Wyjazd rozpoczął się nietypowo - od uczczenia rocznicy przysięgi Tadeusza Kościuszki na Rynku W kilkaset osób przeszliśmy spod naszego stadionu na Rynek Główny, gdzie złożyliśmy kwiaty, odpaliliśmy race, odczytaliśmy tekst przysięgi i odśpiewaliśmy hymn narodowy. Po uroczystościach udaliśmy się na Dworzec Główny.
- Podróż tam komfortowa. Pociąg klasy 2, miejsca stojące tuż przy wejściu do toalety. O ile początkowo dało się jeszcze poruszać kończynami a nawet zjeść i wypić, o tyle po Trzebini i Jaworznie Szczakowej, czyli po świeżym dopływie Wiślaków swoboda ruchów ograniczona do minimum.
- Na miejscu - stacja Batory - pusty dworzec. Zdziwieni wychodzimy a tu niespodzianka - kordon i nawet konie. Przemarsz przez miasto spokojny, z niewielką napinką na kilku napakowanych gospodarzy (niestety, nie spuścili z siebie powietrza, mimo naszych próśb) i kilkoma petardami.
- Stadion Ruchu zrobił na mnie dosyć miłe pierwsze wrażenie - wynika to z faktu, że jestem koneserem starych stadionów. Obiektywnie to trochę przestarzały. Staliśmy koło półtorej godziny w kolejce do wejścia - chodziły tylko dwa kołowrotki. Jednemu ziomkowi zrobiło się słabo - słoneczko prażyło. Na szczęście byłem stosunkowo blisko wejścia i już wkrótce, po rewizji,
wrzuceniu do depozytuwyrzuceniu picia i sweet foci z dowodem przy twarzy mogłem wejść na obiekt. - Catering na Ruchu działał - pepsi w plastikowych kubeczkach trochę za mała, kiełbaski z ogórkiem nie próbowałem, miałem własną wałówkę :).
- Nasz sektor to własciwie dwie oddzielone części, kosmicznie daleko od murawy. Wywieszamy około dwadzieścia flag.
- Sektor Ruchu słabiej oflagowany - Oberchlezen (chyba tak to się pisze), mała Psycho Fans, Szarańcza i zabawna flaga Zawiercia, wyglądająca jak baner.
- Już od początku meczu trafiamy na problemy logistyczne - prowadzący z megfonem mógł być tylko na jednym sektorze, bo płot był zbyt wysoki, żeby się na niego wspinać. Gospodarze nie użyczyli niestety wysięgnika - zajęty był przez kamerzystę, więc w pierwszej połowie prowadzimy doping tylko połową sektora. Druga część meczu i większość naszych przechodzi na nasz sektor, jednak po straconej bramce kocioł totalnie pada. Oceniam nasz doping na baaardzo średni, a właściwie słaby...
- Zaskoczyło mnie to, że Ruch ma jakby dwa równorzędne młyny. Pierwszy, oflagowany - po lewej stronie od nas, drugi koło krytej na tzw. Dziesiątce. Może to jednak tylko moje wrażenie, jednak na doping młyna drugi sektor odpowiadał tak samo głośno. Po strzelonej bramce i w końcówce spotkania bawił się cały stadion. W drugiej połowie NIebiescy prezentują flagowisko. Z naszej jak i z ich strony napinka. Doping Ruchu oceniam jako całkiem niezły.
- Co do piłkarzy - niewiele widać z sektora gości. Najpierw atakowali Niebiescy, potem była przerwa, potem dostaliśmy czerwień (chyba Bunoza) i bramkę z karnego - nie wiem, czy zasłużoną. Potem kolejne ataki Ruchu, Wisła próbuje się odgryzać ale beznadziejnie to wyglądało. Powrócił Małecki, ale nie zbawił naszej gry. Końcówka to czerwona kartka Diaza. Po meczu bluzgamy na naszych zawodników i intonujemy "Wy jesteście gwiazdorami, przegrywacie z frajerami". Jedynym zawodnikiem, który otrzymał od nas brawa był Marek Zieńczuk - szkoda, że jest już po drugiej stronie barykady.
- Co do obiektu od środka - trybuna zadaszona całkiem ładna, obiekt otwarty, a więc siła dopingu trochę ucieka. Zaskoczyło mnie zmechanizowanie całego stadionu - wszędzie jakieś furgonetki, wózki itp. Zegar z tyłu naszego sektora też miły - o wiele lepszy niż "zegar" na telebimach u nas. Spiker trochę nie ogarniał - dowiedzieliśmy się, że mecze u siebie rozgrywamy na obiekcie im. Reymonta, a do Chorzowa nie mógł przyjechać Kew Juliens...
- W przerwie ciekawy konkurs - strzały do pustej bramki z połowy - nagrodą wiaderko węgla (hahaha , taki krakowski suchar).
- Po meczu ponad godzinę czekamy na decyzję policji o wypuszczeniu nas. Czas umilamy sobie pogawędkami z tutejszymi (pewna niemiła pani doczekała się nawet przyspiewski na swój temat :)). Pozdrawiam z tego miejsca parę ochroniarzy, którym intonowaliśmy pieśni weselne, niestety do niczego nie doszło, widocznie panowie wstydzili się tak licznych ludzi. W końcu o 20 słynna grupa specjalna Skorpion otworzyła bramy i koło 21 mogliśmy zameldować się w powrotnym pociągu. Miasto zostało dobrze oblepione.
- Powrót minął też całkiem miło, mimo porażki większość korzystała ile wlezie z przyjemnego, choć krótkiego wyjazdu.W domu melduję się o 23:30. W tym sezonie żegnamy się z marzeniami o podium, jedyną naszą szansą jest puchar, w którym znowu czeka Ruch. Był to nasz ostatni duży wyjazd tej rundy - zameldowaliśmy się w komplecie ponad tysiąca kibiców.
Foto z GŁÓWNEJ
piątek, 17 lutego 2012
4xNIE!
Rok 2012 oficjalnie pełnoprawnie piłkarsko zainaugurowany. Dwa mecze na R22 o niebagatelną stawkę. Pierwszy, o superprestiżowe trofeum im. Joanny Muchy zgromadził pod stadionem kilkusetosobową grupkę tzw. kiboli. Po raz kolejny okazało się, że polscy kibice są najlepsi - nie potrzebują nawet wpuszczenia na stadion i oglądania meczu, żeby wspierać swoją ukochaną drużynę żywiołowym dopingiem - niech Europa się uczy ;). Niestety, moja skromna osoba w wyniku zdarzeń niezależnych ode mnie nie mogła stawić się na pierwszej połowie tego pasjonującego widowiska, a więc nie widziała uczestniczyła w wielkiej bitwie na śnieżki, śnieżnym meczu w ramach najnowszej akcji SKWK "Wszyscy kochamy rugby" oraz w racowaniu. Druga połowa była o wiele mniej ciekawa - ku zaskoczeniu wszystkich trener Moskal pozwolił wpuścić fanów nie patrząc na ogromne ryzyko możliwości wypłynięcia na światło dzienne niezwykle cennych założeń taktycznych :). Z trybun już widzieliśmy więc bramkę dla naszych i dla przyjezdnych (chyba to Sandecja była). Na trybunie panowała zaiste gorąca atmosfera - wszyscy cieszyli oczy doskonale zieloną murawą.
zdjęcia niestety znowu z SKWK, więcej TUTAJ
11.02.2012 r, 15:00, Superpuchar Towarzyski
Wisła Kraków - Sandecja Nowy Sącz 3-1 (2-0)
Wisła Kraków - Sandecja Nowy Sącz 3-1 (2-0)
Widzów: 800
Pogoda: -15CBilet: brak
Drugi mecz, chociaż jego zwycięzca nie zgarniał okazałego pucharu jak w meczu powszednim, zgromadził na trybunach całkiem sporo kibiców. Fani niedogrzanych kiełbasek, kosmitów na młynie, fruwających: rac, keczupów i wody w stanie stałym oraz miłośnicy akcji "UEFA się dopierdala" mogli być usatysfakcjonowani. Jako że był to mój pierwszy mecz od dawien dawna z kiełbaską w ręku (przyjazd kuzyna), z zaciekawieniem śledziłem akcje (nie tylko boiskowe) i starałem się między kolejnymi kęsami wydać dźwięki podobne do dopingu. Mecz zaczął się od niemiłego akcentu - komuś nie spodobał się podpis oprawy (cytuję: "Nie trzeba być faszystą by dbać o Ziemię Ojczystą"). Mili panowie w kominiarkach ściągnęli więc ten ohydny napis mogący obrazić naszych przyjaciół z Belgii. Niestety, przyjezdni zostali niemile zaskoczeni całkiem składną oprawą (motyw 4xNIE) i nie mogli się pogodzić, że kibice w Polsce nie podzielają ich czerwonych i tęczowych poglądów. Zrozpaczeni rozpoczęli zabawę "rzuć czymkolwiek w kolegę", a nasi chłopcy nie pozostali dłużni (szkoda że byłem na G2 a nie na G3). Z akcentów pozasportowych warto odnotować jeszcze treningi śnieżkowe - łysy bramkarz Belgów prawie ustrzelony, a także debiut kilku nowych flag - Prądnika Białego i Czerwonego i innych. Na trybunach pojawiły się także transparenty wsparcia dla Unii Tarnów i Serbów z Kosowa. Na boisku Wisła dominowała i gdyby nie głupota Nuneza i w konsekwencji czerwień dla Czekaja i gol z karnego dla gości mecz potoczyłby się po naszej myśli. Na szczęście z okazji Tłustego Czwartku Gieniek postanowił poświętować w oryginalny sposób i strzałem brzuchem umieścił piłkę w siatce (dobrze, że zjadł te pączki przed meczem bo gdyby brzuch był mniejszy...). Radości nie było końca i teraz pozostaje nam liczyć na korzystny wynik w Belgii (niestety, nie jadę i tym razem).
Tego pana nie lubimy w Krakowie, zdjęcia pożyczone STĄD.
16.02.2012 r, 21:05, 1/16 Ligi Europy
Wisła Kraków - Standard Liege 1-1 (0-1)
Wisła Kraków - Standard Liege 1-1 (0-1)
Widzów: 21000
Pogoda: -10C, śniegBilet: 25 zł
Już wkrótce być może typowe turystyczne relacje już z moimi fotosami, na razie polecam tylko relację tego meczu w oczach bezstronnego obserwatora: link
sobota, 17 grudnia 2011
Martwy sezon?
Oj, sporo się działo na przełomie listopada i grudnia na wiślackich arenach. Nie zaliczyłem wprawdzie żadnego meczu niższych lig, ale narzekać nie mogę. Byłem świadkiem wielu naprawdę wspaniałych wydarzeń :).
Gorący okres rozpoczął się w piątek, 25 listopada, spotkaniem na hali, gdzie futsalowcy rozprawili się po ciężkim boju z zespołem GKS-u Tychy. Jako że Tyszanie to sztama naszej sąsiadki, na trybunach zjawiło się wiele osób, przybywających na halę "od święta" i nasz doping był całkiem dobry. Zanotujmy też kilka spontanicznych rac na końcu meczu. Gości nie zauważono.
Nazajutrz każdy szanujący się Wiślak ponownie ruszył na halę, gdzie odbył się mecz koszykarek Wisła - ROW Rybnik. Nasze panie jak zawsze nie zawiodły. Była to jednak tylko przystawka do dalszych spotkań, na trybunach zameldowało się mało ludzi (chociaż zabawa i tak była przednia), nie napawało to jednak optymizmem przed najważniejszym meczem rundy, o którym za chwilę.
Pierwszą oprawę w grudniu zaprezentowaliśmy na meczu futsalowców Wisła - Akademia Pniewy. Jako że było to starcie mistrza i vicemistrza poprzedniego sezonu, zapowiadały się wielkie emocje. I rzeczywiście, kibice obejrzeli wspaniały mecz i wielką kanonadę Wiślaków. Mistrz został upokorzony aż 5-0 (w tym dwie bramki strzelone z własnej połowy), a na trybunach panowało istne szaleństwo. Zaprezentowana oprawa może nie była zbytnio wyszukana ani efektowna, lecz z całą pewnością była pierwsza w krótkiej historii sekcji. Wielki szacuneczek dla wiślackich piłkarzy halowych, którzy po pierwszej rundzie prowadzą w lidze bez żadnej porażki! Zdjęcia na oficjalnej stronie futsalowców
Następny w kolejce był już mecz piłkarski:
Gorący okres rozpoczął się w piątek, 25 listopada, spotkaniem na hali, gdzie futsalowcy rozprawili się po ciężkim boju z zespołem GKS-u Tychy. Jako że Tyszanie to sztama naszej sąsiadki, na trybunach zjawiło się wiele osób, przybywających na halę "od święta" i nasz doping był całkiem dobry. Zanotujmy też kilka spontanicznych rac na końcu meczu. Gości nie zauważono.
Nazajutrz każdy szanujący się Wiślak ponownie ruszył na halę, gdzie odbył się mecz koszykarek Wisła - ROW Rybnik. Nasze panie jak zawsze nie zawiodły. Była to jednak tylko przystawka do dalszych spotkań, na trybunach zameldowało się mało ludzi (chociaż zabawa i tak była przednia), nie napawało to jednak optymizmem przed najważniejszym meczem rundy, o którym za chwilę.
Pierwszą oprawę w grudniu zaprezentowaliśmy na meczu futsalowców Wisła - Akademia Pniewy. Jako że było to starcie mistrza i vicemistrza poprzedniego sezonu, zapowiadały się wielkie emocje. I rzeczywiście, kibice obejrzeli wspaniały mecz i wielką kanonadę Wiślaków. Mistrz został upokorzony aż 5-0 (w tym dwie bramki strzelone z własnej połowy), a na trybunach panowało istne szaleństwo. Zaprezentowana oprawa może nie była zbytnio wyszukana ani efektowna, lecz z całą pewnością była pierwsza w krótkiej historii sekcji. Wielki szacuneczek dla wiślackich piłkarzy halowych, którzy po pierwszej rundzie prowadzą w lidze bez żadnej porażki! Zdjęcia na oficjalnej stronie futsalowców
Następny w kolejce był już mecz piłkarski:
4.12.2011 r, 17:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Widzew Łódź 1-0 (0-0)
Widzów: 14830
Pogoda: 5C
Bilet: karnet
OPIS:
- Mecz ten zapamiętam przede wszystkim ze względu na mikołajkową inicjatywę SKWK (Stowarzyszenia Kibiców). Otóż tuż przed nadchodzącym dniem św. Mikołaja przeprowadzono akcję oddania wszystkich miejsc w sercu młyna dzieciakom z krakowskich szkół. Każdy Wiślak początkowo wiedział tylko, że odbędzie się jakaś niespodzianka i że nikt nie wchodzi w tym meczu na sektor C3. Byłem osobiście bardzo zdziwiony, widząc nasz młyn w odmłodzonym wydaniu. Akcja powiodła się - myślę, że wiele dzieciaków "zajawiło" się na Wisłę i bawiło się naprawdę dobrze. Młodzi kibice mogli zobaczyć, że stadionowa rzeczywistość różni się znacząco od propagandy niektórych mediów. Muszę przyznać, że młodzież dawała z siebie wszystko i była naprawdę głośna :). Ultrasi przygotowali oprawę - Białą Gwiazdę, złożoną z chorągiewek uzupełnionych czerwonymi i niebieskimi balonikami. Podsumowując: akcja pod kryptonimem "Kto kocha ten wierzy. Siła w młodzieży" zakończyła się pełnym sukcesem. Coś niesamowitego :).
- W cieniu wydarzeń na trybunach (po raz to już który na R22...) były wydarzenia boiskowe. Trudno mi napisać, ze Wiślacy rozegrali jakieś kapitalne spotkanie - liczy się zwycięstwo po bramce Cwetana Genkowa.
- Przed meczem uhonorowano kolejnego zasłużonego Wiślaka - tym razem był to Kazimierz Kmiecik. Najskuteczniejszy w historii strzelec Wisły, czterokrotny król strzelców, mistrz Polski, złoty i srebrny medalista IO, brązowy medalista MŚ to z pewnością wielka postać. Warto wspomnieć, że Pan Kazimierz rozpoczynał karierę w Cracovii, jednak po zakończeniu kariery przyznał, że jest Wiślakiem. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że Kazimierz Kmiecik to żywa legenda i prawdziwy symbol Wisły. Wielkie brawa dla niego!
- Sektor gości w tym spotkaniu pusty (zakaz dla Widzewa za piro na Łazienkowskiej), ozdobiony tylko transparentem WSZYSCY NA SPARTAK (o czym za chwilę). Odnotujmy także małą ilość przekleństw na trybunach :).
ZDJĘCIA (za wisla.krakow.pl):
Środa, 7 listopada stała pod znakiem wielkich koszykarskich emocji. Do najgorętszej hali w Europie :) przyjeżdżał prawdziwy dream team, vicemistrz Europy, moskiewski Spartak. Wiślaczki, marząc o pierwszym miejscu w grupie musiały ten mecz wygrać i nie zawiodły - rozprawiły się z bardziej utytułowanymi rywalkami 81-60 i sensacja stała się faktem! Na trybunach panowała wyśmienita atmosfera - godzinę przed meczem hala była pełna, a oficjalna widownia - 1700 widzów - przekroczyła pojemność hali. I jak tu nie kochać kobiecej koszykówki? Zdjęcia pożyczyłem z wislakrakow.com
Już dwa dni póżniej przybyłem na jedyny w tej rundzie piątkowy mecz na R22.
9.12.2011 r, 20:30, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Polonia Warszawa 0-1 (0-0)
Widzów: 13020
Pogoda: 0C
Bilet: karnet
OPIS:
- Ten mecz wyjątkowo zapamiętam ze względu na boiskowe wydarzenia. Mimo ambitnej walki, nasi zawodnicy nie dali rady defensywnie usposobionej Polonii i fatalnemu sędziemu. Myślę, że nikt jednak nie miał o to do nich pretensji, bo naprawdę dali z siebie maksimum.
- Sektor gości znowu pusty - jedna z najsłabszych wyjazdowych ekip naszej ligi postanowiła wspierać swoją zgodę w meczu na Legii.
- Doping na trybunach całkiem dobry - szczególnie udany debiut przyśpiewki znanej już z hali - "Jak się bawią ludzie".
- Kolejny uhonorowany zawodnik w galerii sław to Adam Musiał - jeden z najlepszych wiślackich obrońców w historii, grał z Białą Gwiazdą na piersi 11 lat.
Następny dzień to zamknięcie halowego sezonu meczem koszykarek z Widzewem. Nasz młyn liczebnie nędzny, ale doping głośny :). Zawodniczki miały wyjątkowo dobry dzień i ogrywały rywalki jak juniorki. Szkoda tylko, że nie padła magiczna "setka".
Nareszcie ostatnie, świeżutkie wydarzenie:
14.12.2011 r, 21:05, Liga Europy
Wisła Kraków - Twente Enschede 2-1 (1-1)
Widzów: 15210
Pogoda: 0C
Bilet: 15 zł
Wisła Kraków - Twente Enschede 2-1 (1-1)
Widzów: 15210
Pogoda: 0C
Bilet: 15 zł
OPIS:
- Przed meczem niewielu wierzyło w cud. Aby wyjść z grupy K LE Wisła musiała wygrać z vicemistrzami Holandii, a w równoległym spotkaniu Fulham nie mogło zwyciężyć z duńskim Odense. Przyznam się, że ja także nie wierzyłem w awans, lecz na mecz oczywiście się udałem :).
- Klub starał się jak mógł zachęcić fanów do kupna wejściówek - najtańsze bilety za 15 zł nie pomogły jednak zapełnić jakoś specjalnie wielu miejsc. Ci, których nie było niech żałują :).
- Na sektorze zameldowałem się dosyć późno - nawet na bocznym sektorze nie było już zbyt wielu miejsc.
- Mecz rozpoczął się od oprawy. Najpierw wjechała sektorówka z postaciami kibiców, podświetlana stroboskopami i podpisana hasłem "Nie ma że boli. Sektor kiboli." Na znak gniazdowego oprawa zjechała na chwilę, by ustąpić miejsca chaosowi - wielkiej ilości flag i wszelakiej pirotechniki. Myślę, że efekt był naprawdę wspaniały, wręcz jestem dumny z oprawy, która współtworzyłem, machając flagą :). Po wypaleniu się rac sektorówka jeszcze raz wjechała i zaśpiewaliśmy znaną już przyśpiewkę o ludziach i ich zabawie :).
- Oczywiście nie widziałem pierwszej bramki, którą mocnym strzałem zdobył Garguła. Bramkarz gości nie popisał się - trudno się dziwić, że mój rówieśnik w pierwszym tak poważnym meczu i przed tak poważną :) publicznością nie wytrzymał presji. Na sektorze zapanował szał, a niektórzy kibice z radością spoglądali na swoje komórki, gdzie w starciu Fulham - Odense widniał dający awans bezbramkowy remis.
- Wszystko układało się dobrze, ale oczywiście musiało się sparpać. Holendrzy wyrównali po golu przewrotką (moim zdaniem był spalony, ale powtórki wykazały, że Bunoza nie jest obdarzony specjalnym refleksem). Dodatkowo dwie bramki Fulham sprawiły, że przerwę spędziliśmy w minorowych raczej nastrojach.
- Druga połowa to juz klasyczny amerykański thriller z happy-endem. Zaczęło się od trzęsienia ziemi - dalekie podanie Pareiki wykorzystał Genkow i na trybunach zapanowała euforia. Potem napięcie rosło - wszyscy z niepokojem śledzili losy równoległego mezu w Anglii. Na bramkę duńczyków trybuny zareagowały rykiem radości. Gdy na zegarze wybiła 80 minuta cała nasza trybuna zaczeła się cieszyć - w Anglii zrobiło się 2-2! Jednak okazało się, że to tylko plotka - tym większe rozczarowanie odczuwaliśmy tuż po końcowym gwizdku. Gdy wydawało się, że nie ma nadziei, nagle, trybuna po trybunie, zaczał skakać z radości. Niewiarygodna informacja o zdobytej w ostatnich sekundach bramce Odense lotem błyskawicy dotarła do piłkarzy i na całym stadionie zapanowała euforia, To było coś pięknego! Gdy w awans nie wierzył już nikt, sen okazał się jawą i niemożliwe stało sie faktem! Chóralnych śpiewów triumfu, okrzyków, skoków nie było końca. Z pewnością ten mecz zapamiętam jako jeden z najpiękniejszych momentów mojej wiślackiej drogi. WSPANIAŁE!
Tutaj wypada zakończyć relację z tego wspaniałego okresu, jakim był dla mnie przełom listopada i grudnia 2011. Mimo, że z grounhoppingiem nie ma to zbyt wiele wspólnego, chyba wybaczycie mi tą przydługawą relację :). Już wkrótce wrzucę podsumowanie ligowego zestawienia drużyn krakowskich, po czym zapadnę w świąteczno-noworoczny marazm. A potem już z górki i kolejna runda przed nami :).
niedziela, 23 października 2011
Kraków - Modlnica 7-4
Błękitni Modlnica - przed tym tygodniem niewiele mówiła mi ta nazwa. Jednak zupełnym przypadkiem w ten weekend widziałem mecze pierwszej i drugiej drużyny w jakże zaciętych meczach klasy A i C. Zaliczyłem mecze na dwóch znanych mi, nieodległych stadionach - Zwierzynieckim i Bronowiance.
20.10.2011 r, 18:00, Liga Europy
Wisła Kraków - Fulham FC 1-0 (0-0)
Widzów: 16500
Pogoda: 7C, bezchmurny wieczór
Bilet: 29 zł
OPIS:
- Moda na mecze już trochę przeminęła - widoczne łysiny na trybunach. Następny planowany wzrost publiczności - mecz z Twente (jeżeli jeszcze będzie o coś) lub mecz z Lechem w przysłym roku.
- Niestety nie widziałem czerwonej kartki dla Fulham ani dla Wisły, ani także bramki :).
- Wisła ma jeszcze szanse wyjść z grupy - serce podpowiada, że wyjdzie, rozum jest sceptyczny.
- Niemiłym akcentem była awaria oświetlenia - wstyd na całą Europę...
22.10.2011 r, 14:00, Krakowska A Klasa grupa II
Zwierzyniecki KS - Błękitni Modlnica 1-1 (0-1)
Widzów: 50
Pogoda: 5C, pochmurnie, wietrznie
Dojazd: 20 min autobusem i spacer przez Błonia
Bilet: brak
Bramki: 0,5
Kibice: 0,5
Pogoda: 0,5
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 3/5
OPIS:
- Stadion Zwierzynieckiego to jeden z najbadziej charakterystycznych w tej części Europy. Dla każdego turysty stadionowego podróżującego po Krakowie pozycja obowiązkowa!
- Na szczęscie byłem już kiedyś na tym obiekcie, więc mimo ukrycia za drzewami trafiłem bezbłędnie (niestety z kilkunastominutowym opóźnieniem - zdążyłem jednak na pierwszego gola).
- Zwierzyniecki KS to jeden z najbardziej zasłużonych klubów w Krakowie. Powstał w 1921 jako zbuntowana sekcja Cracovii, jest dzisiaj jedynym krakowiskim klubem, który rozgrywa swoje mecze bezpośrednio u źródeł ruchu footballowego w Grodzie Kraka - mianowicie na Błoniach. Z okazji 90-lecia klubu organizowana jest wystawa traktująca o historii tego klubu - chyba pójdę oglądnąć :).
- Faworytem meczu zdecydowanie byli gospodarze - mimo że są beniaminkiem. Jednak jak to zwykle bywa to goście strzelili po składnej akcji bramkę i faworyt musiał odrabiać straty.
- W największe emocje obfitowały końcówki połów. W pierwszej rzut karny dla Zwierzynieckiego - ofiarna obrona "na raty" bramkarza (co prawda strzał w środek bramki ale i tak duże brawa). Drugi karny na początku drugiej był już celny (a'la Panenka), około 90 minuty po wcześniejszym zmarnowaniu przez Zwierzynieckiego kilku okazji typu "trzech na jednego i strzał obok bramki" nastapiło spięcie na linii kopiący z kolegami kontra kopnięty z kolegami. Mimo, że poszkodowanym był zawodnik z Modlnicy, sędzia potraktował gości dwoma, a gospodarzy tylko jedną żółtą kartką.
- Trener Zwierzynieckiego to choleryk - nie wahał się wrzeszczeć nawet na sędziego (za co został jednak upomniany). Patrząc na niego miałem skojarzenia ze srogim nauczycielem WF-u :).
- Na trybunach: zaobserwowałem kilku przedstawicieli Modlnicy (chociaż po bramce dla Błękitnych brawo biła cała trybuna), obecnych także czterech szalikowców Zwierzynieckiego, ich doping sporadyczny, wspomagany (napoje wyskokowe).
- Cytat dnia: "Grając na własnej połowie nie można strzelić bramki". Wypada się tylko zgodzić i dodać, że zawsze może być samobój :).
ZDJĘCIA:
23.10.2011 r, 11:00, Krakowska C Klasa grupa II
Bratniak II Kraków - Błękitni II Modlnica 6-3 (2-1)
Widzów: w porywach 15
Pogoda: 7C, pochmurnie
Dojazd: 15 min autobusem
Bilet: brak
Bramki: 1
Kibice: 0
Pogoda: 0,5
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 0,5
SUMA: 2,5/5
OPIS:
- Szlagierowo zapowiadający się mecz C klasy między rezerwami Bratniaka a rezerwami Błekitnych rozgrywano na stadionie Bronowianki (Bratniak jest bezdomny, pierwsza drużyna gra na Nadwislanie, gdzie już w tym sezonie byłem LINK).
- Przed meczem nie miałem pojęcia, kto jest faworytem, jednak z tego, co słyszałem, Bratniak ostatnie cztery mecze wygrał.
- KS Bratniak to akademicki klub piłkarski związany z UJ. Z tego powodu więc popularni "Akademicy" grali w zielonych kostiumach.
- Pierwsza bramka dla gospodarzy to piękny strzał dziesiątki w samo okienko. Gdy wydawało się, że następne bramki są tylko kwestią czasu, niespodziewanie Błękitni wyrównali (obrońcy Bratniaka postanowili widocznie poobserwować, czy napastnicy gości trafią nieatakowani do bramki -eksperyment się powiódł).
- W momencie drugiego trafienia dla gospodarzy emocje się skończyły - Bratniak kontrolował grę. W drugiej połowie gospodarze powinni strzelić znacznie więcej bramek, jednak 4 gole i tak usatysfakcjonowały mnie.
- Błękitni mieli pechowy weekend - najpierw dwa karne przeciwko nim w meczu pierwszej drużyny ze Zwierzynieckim, teraz dwa karne w meczu rezerw - tym razem oba celne.
- Na meczu poznałem bardzo miłego kibica Wisły :). Niestety, nie wiedział on, jakie drużyny grają i tylko krzyczał "Do boju zieloni!". Wiedział za to, że najlepszym graczem Wisły jest Dudu Bidon i że dzisiaj Wisła gra z ŁKS. Pozdrowienia dla tego Pana :).
- Statystyki meczowe: bramki: 6-3 dla Bratniaka, słupki i poprzeczki: 3-2 dla gospodarzy, zmarnowane "setki": ok. 10-0 dla Akademików, spalone słuszne i niesłuszne: 5-3 na niekorzyść sędziego, ilość osób pijących do niepijących: ok 5-5, zbite szklanki kontra niezbite szklanki: 1-6.
- Mecz oglądało w porywach 15 osób, jednak od początku do końca tylko ja i mój znajomy Wiślak :).
ZDJĘCIA:
środa, 28 września 2011
Niepokonani znowu wygrywają
Wrzesień dobiega końca. W ostatni weekend, ze względu na mecz Wisły z Ruchem, miałem wolne tylko w sobotę przed południem, zamierzałem więc wybrać się do Kryspinowa na mecz klasy A pomiędzy rezerwami Lotnika a Gajowianką. Niestety, ku mojemu zaskoczeniu pod stadionem spotkałem tylko jedną osobę i stado krów na wypasie :). Razem z towarzyszem niedoli dowiedzieliśmy się od pracującego na pobliskiej stacji benzynowej vice prezesa klubu, że mecz ów odbędzie się nie w sobotę, jak pisano w internecie, lecz w niedzielę. Tak więc weekend upłynął pod znakiem pierwszego od niepamiętnych lat tak licznego przyjazdu Ruchu...
25.09.2011 r, 17:00, Ekstraklasa
Wisła Kraków - Ruch Chorzów 3-2 (1-0)
Widzów: 16000
Pogoda: 20C, słonecznie
Bilet: Karnet
OPIS:
- 1500 fanów Ruchu tworzyło imponujący widok - jednak po ich dopingu spodziewałem się więcej.
- U nas wielka mobilizacja - doping momentami całkiem głośny, tylko czasami "opadał". Zaprezentowaliśmy oprawę - pierwsza kartoniada od dawna która wyszła tak jak powinna :).
- Na boisku emocjonujący mecz, na szczęście Diaz celną główką zapewnił nam awans na 3-cie miejsce w tabeli.
- Pod koniec meczu cała trybuna śpiewała "Auf wiedersein" ("Do widzenia" jakby ktoś nie kumał). Myślę, że kibicom Ruchu mogło się zrobić miło na sercu, jako że ktoś śpiewa ku nim po niemiecku (w końcu to naród Śląski).
za www.wislakrakow.com
W środę udało mi się zaliczyć podróż prawie idealną. Otóż w ramach Krakowskiego Pucharu Polski mierzyły się ze sobą drużyny Prądniczanki i Oldbojów Wisły Kraków. Zwabiony taką gratką nie zastanawiałem się długo, spakowałem manatki, wziąłem piątaka i oto co zobaczyłem:
28.09.2011 r, 16:30, Okręgowy Puchar Polski
Pradniczanka Kraków - Wisła Kraków Old Boys 1-0 (0-0)
Widzów: 200
Dojazd: 30 min autobusami
Pogoda: 25C, słonecznie
Bilet: 5 zł
Bramki: 0
Kibice: 0,5
Pogoda: 0,5
Infrastruktura: 0,5
Emocje: 1
SUMA: 2,5/5
OPIS:
- Stadion Prądniczanki to chyba najlepiej zamaskowany obiekt w mieście. Myślałem, że trafię do niego bez problemu a tu... Przy ulicy Majora, na której według moich danych mieścił się stadion była tylko hala sportowa. Po kilkukrotnym zaczepianiu przechodniów ustaliłem, że obiekt znajduje się gdzieś za kościołem w lewo (okazało się, że to ulica Boboli). Oczywiście obiekt z jednej strony przyłonięty kosciołem, z dwóch budynkami, a od ulicy wielkim banerem reklamowym (nie pamiętam co konkretnie reklamował) udało mi się namierzyć z nie małym trudem. Trochę wstyd, turysta stadionowy powinien czuć, gdzie iść :) Spóźniłem się 15 minut...
- W druzynie oldbojów (pisownia jak na bilecie) grało kilku naprawdę znanych piłkarzy: Tomasz Kulawik, Marek Motyka, Andrzej Iwan, Ryszard Czerwiec a z młodszych Konrad Gołoś, Cleber i Marcin Kuźba. Na trybunach siedział (haha pochwalę się koło mnie) sam Kazimierz Kmiecik. W przerwie i po meczu piłkarze rozdawali plakaty i autografy kibicom (z których większość była młodsza od oldbojowskiej kariery :))
- Zawodnicy Prądniczanki jako jedyna krakowska drużyna nie stracili jeszcze żadnych punktów - 7 zwycięstw w lidze i 4 w pucharze. Zaiste, imponujący wynik, choć z Wisła musieli się sporo natrudzić :).
- Na trybunach zanotowałem koszulki: Wisły, Prądniczanki, Barcelony, Manchesteru United, Tottenhamu...
- Stadion Prądniczanki dosłownie i w przenośni się sypie - zardzewiałe (jak to w ogóle możliwe?!) siedzenia, pełno liści i śmieci, prawdziwe siedlisko owadów - ogólnie stadion z klimatem :).
- Młodzież prądnicka w liczbie około 5 (średnia wieku ok. 5 lat) dopingowała zażarcie swój zespół.
- Obserwacje meczu w pierwszej połowie utrudniało ostre słońce. W drugiej połowie przeniosłem się wiec do cienia i stanąłem w sektorze gości.
- Grę prowadziła Wisła, jednak jej akcje były zbyt "krakowskie" - za dużo podań i chęci wejścia do bramki. Gospodarze spokojnie czekali i jedną kontrą przesądzili losy awansu.
- Piłkarze Wisły są sponsorowani przez Kuchnię "U babci Maliny"
- Straty gospodarzy w tym meczu wyniosły dwie piłki - powędrowały one za murek, gdzie niestety czekały niemiłe psy... Cóż to jednak jest przy słodyczy zwycięstwa?
ZDJĘCIA:
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























