sobota, 10 września 2011

Bez skrzydeł nie polecą...



W sobotnie przedpołudnie wybrałem się na mecz czwartej ligi pomiędzy Orłem Piaski Wielkie a Halniakiem Maków Podhalański. Przed meczem obie te drużyny dzieliły 2 punkty, faworytem byli jednak gospodarze.

10.09.2011 r, 11:00, IV Liga Małopolska Zachodnia
Orzeł Piaski Wielkie - Halniak Maków Podhalański 0-1 (0-0)
Widzów: 70
Dojazd: 70 min autobusami
Pogoda: 20C, pochmurnie
Bilet: 5 zł

Bramki: 0
Kibice: 0,5
Pogoda: 1
Infrastruktura: 1
Emocje: 0,5
SUMA: 3/5


OPIS:
  • Jadąc na mecz byłem ciekawy postawy drużyny z Podhala - jeszcze nigdy nie widziałem Górali w akcji. Nie zawiodłem się - wolą walki zdecydowanie przerastali miejscowych.
  • Przy kupnie biletu zostałem wzięty za mieszkańca Makowa - wszystko przez mój aparat :).
  • Stadion Orła bardzo ładny - są dwie trybuny z czystymi krzesełkami i, w razie nadkompletu, przygotowane ławeczki. Nieopodal znajduje się boisko treningowe, wyglądające jak... plac budowy. Wszystko przez płot złożony z betonowych słupów. Młodsza część widowni spędzała czas właśnie tam, rozgrywając własny mecz.
  • Na trybunach dosyć liczna (z 20 osób) delegacja kibiców Halniaka. Zauważyłem jednego szalikowca i jednego koszulkowca :). Mecz obserwowało też ok 5 kobiet :).
  • Pierwsza połowa pod dyktando Górali, obrona Piaszczan była dziurawa jak ser. Druga połowa to ciąg dalszy dominacji Górali, którzy wreszcie dopięli swego w 87 minucie.
  • Jedyną bramkę meczu zdobył zawodnik z numerem 11 (trochę podobny do młodego Sebastiana Mili) - był on moim zdaniem najsłabszym ogniwem ofensywy Makowa. Mimo to został bohaterem, bo potrafił wykorzystać sytuację sam na sam.
  • Orzeł nie zasłużył na punkt, jednak w jednej z ostatnich akcji meczu należał mu się rzut karny. Nie wiem, co robił sędzia, ale takiej ręki nie gwizdnąć to wstyd.
  • Najlepszym podsumowaniem gry Piaszczan popisał się jeden z zawodników: "No jest was trzech w ataku, a żadnego na skrzydle!". Trudno się dziwić, że Orzeł bez skrzydeł nie poleciał...
  • Na stadionie prężnie działał catering - można było kupić batoniki, chipsy, paluszki, napoje, piwo i wiele innych. Duży plus :).
  • Obiekt nosi imię ks. Franciszka Dźwigońskiego, współzałożyciela klubu. Jest on upamiętniony tablicą, umieszczoną na budynku klubowym.
ZDJĘCIA:

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz